Paralaksa tła

Czas Boga…

Maj 11, 2018
Opiekunka naszego Zakonu
Maj 9, 2018
Pozdrowienia z Francji
Maj 14, 2018

Moje powołanie zaczęło się, gdy się urodziłam, ale opuścimy pierwsze szesnaście lat.

Szczególnie przypominam sobie ostatni rok przed maturą. Wtedy już wiedziałam, że chcę studiować psychologię i że będę siostrą zakonną, ale nie znałam ani zgromadzenia, ani czasu, kiedy pójdę do klasztoru. Pół roku przed końcem szkoły wpadłam na pomysł, że chcę pójść na studia ze śpiewu, ale dokładnie się nie dostałabym na te studia bez pomocy Boga, ponieważ był tam jeden bardzo skomplikowany egzamin. Dlatego pomodliłam się i poprosiłam o pomoc, jeżeli będzie to zgodne z Jego wolą. A jeżeli nie pomoże mi się dostać na te studia, to pójdę do klasztoru.

Uczyłam się, siedziałam nad historią muzyki, sumiennie pomagałam Bogu pomóc mi. Jednak podczas najtrudniejszego egzaminu kompletnie mi nie poszło, a na końcu komisja egzaminacyjna powiedziała, że muszą się zastanowić, czy idę dalej, czy nie. Miałam chwilę, dopóki oni zdecydowali i w swojej głowie powiedziałam do Boga: Boże, teraz jest Twój czas, by mi pomóc. I tylko skończyłam to mówić, Pani z tej komisji powiedziała: Nie, nie idziesz dalej.

Byłam wkurzona, absolutnie nie spodziewałam się takiego wyniku. Wracałam do domu i myślałam, że nigdy w życiu więcej nie będę śpiewać. Wracałam do domu i zrozumiałam, że chcę iść do kościoła, ale nie wiedziałam o której godzinie jest Msza św. I byłam bardzo zdziwiona, że weszłam do kościoła i akurat był psalm. Płakałam do samego błogosławienia, ale po Mszy św. byłam pewna, że idę do klasztoru, jak obiecałam.

Mama powiedziała na moje: „Idę do klasztoru”, że mogę jeszcze dostać się na psychologię (i ja już prawie zawiozłam tam dokumenty), ale zdecydowałam się nie spieszyć, a zrobić przerwę i pojechać na warsztaty muzyczne. I tam po spowiedzi i rozmowie z ojcem zaczęłam zastanawiać się nad zgromadzeniem. Od dzieciństwa znałam siostry dominikanki, które były w mojej parafii i przygotowywały mnie do Pierwszej Komunii Św. To z siostrami uczyłam się różnych, wtedy dla mnie nowych, piosenek religijnych, jeździłam na obozy wakacyjne i występowałam w chórze dziecięcym, a potem młodzieżowym, prowadzonym przez siostry. Jednocześnie kompletnie nie wiedziałam, gdzie mam być, więc dlatego byłam otwarta na inne zgromadzenia.

Pojechałam na te warsztaty muzyczne, gdzie byli różni zakonnicy, przeważnie franciszkanie i kapucyni (ale był też jeden dominikanin), którzy prowadzili modlitwy wstawiennicze. Nie wybierałam do jakiego brata iść podczas tej modlitwy, ale tak się stało, że poszłam do tego dominikanina. I podczas nałożenia rąk zrozumiałam, że znalazłam swoje zgromadzenie.

A dalej było wszystko prozaicznie: doczekałam się mojej pełnoletności i następnego dnia byłam w klasztorze sióstr świętego Dominika. Byłam i jestem.

Aspirantka Waleria