Matka Kolumba
Wtorek, 25 kwietnia 2017 r. imieniny: Jarosława, Marka, Wiki | Wtorek II tygodnia okresu wielkanocnego | Święto Św. Marka Ewangelisty

OKRUSZYNA

O zapachu kwitnących bzów, maturalnych marzeniach i miłości

Siedzą naprzeciwko mnie w pokoju gościnnym naszego klasztoru w Mielżynie i patrzą wyczekująco. Herbata stygnie. Za dwa dni matura: pisemny polski. Dla niego pole do popisu, dla niej – coś w rodzaju egzekucji (z matematyką będzie odwrotnie). Przyszli – ku mojej radości – na powtórkę z polskiego. Chodzi im głównie o romantyzm ze szczególnym uwzględnieniem Dziadów Mickiewicza. Czyli: lepiej być nie może!
Patrzę na tego chłopaka o wyrazistej, pewnej siebie urodzie i dziewczynę o oczach, w których odbija się niebo, i widzę ich marzenia. On zostanie wielkim politykiem (prezydentem? premierem? … no, przynajmniej jakimś ministrem), a ona – lekarzem. Też wielkim, w co nie wątpię, przyglądając się uważnie jej łagodnemu, ale zdecydowanemu spojrzeniu. I będą żyli długo i szczęśliwie, jak na zakochanych przystało.
… Brzmi naiwnie? Nie. Marzenia nigdy nie są naiwne. Przecież chowamy je przez całe życie w tej najbardziej niezawodnej pamięci, jaką jest pamięć naszego serca. Z czasem zapominamy, czym się różnią całki od różniczek. Co jest stolicą Nepalu. Czy kleszcz jest owadem czy pajęczakiem. Jak rozmnaża się pantofelek. A nawet – o zgrozo! – jak się nazywała ukochana Adama Mickiewicza, jego pierwsza, niespełniona miłość. Ale koloru oczu SWOJEJ pierwszej miłości nie zapominamy. Ani zapachu kwitnących bzów w dniu matury. Ani tego, jak smakowała kanapka, którą mama nam włożyła w ostatniej chwili do torby, kiedy biegliśmy na ten najważniejszy, jak się wtedy zdawało, egzamin…
Patrzę na tego chłopaka o wyrazistej, pewnej siebie urodzie i dziewczynę o oczach, w których odbija się niebo, i uświadamiam sobie (nie bez lekkiej paniki), że mogłabym być ich mamą. Kiedy sama zdawałam maturę, to oni się mieli dopiero urodzić. Za całe dwa lata…
I spotykam samą siebie - tę Karolinę sprzed lat. Szaloną dziewczynę o długich włosach, które nie nadążają za rozbieganą właścicielką. Zakochaną w teatrze i w pewnym chłopaku z drugiego końca Polski, który potem został znanym politykiem. Karolinę, która po maturze wybiera się na upragnioną polonistykę i OCZYWIŚCIE zrobi karierę naukową. Karolinę, która – ze względu na skomplikowaną historię życia – nie była u Pierwszej Komunii, ale sześć lat później zostanie siostrą Benedyktą, dominikanką…
Karolina poszła na polonistykę. Po drodze jednak natknęła się na ojców dominikanów i spotkała swoją największą Miłość: Chrystusa. Kiedy w dniu obrony pracy magisterskiej powiedziała swojemu promotorowi, co chce robić po studiach, reakcja profesora była następująca: „Do klasztoru? Pani?! Z pani charakterem i samodzielnością myślenia?”.
… A chłopak z drugiego końca Polski? No cóż, zabrakło mu kilku punktów, żeby dostać się na prawo w rodzinnym mieście Karoliny. Teraz ten „chłopak” ma się całkiem dobrze, sądząc z różnych medialnych doniesień. I głosi poglądy, z którymi trudno się zgodzić nie tylko siostrze zakonnej, ale w ogóle człowiekowi wierzącemu.
Płaczesz, Karolino, z powodu tych śmiesznych punktów. Wydaje ci się, że świat się zawalił. Masz rację: jakiś twój mały świat przestał istnieć. Jednak trochę później, kiedy te łzy już obeschną, zobaczysz przed sobą ogromny horyzont i ślady Niewidzialnego na piasku. Idź po tych śladach, a spotkasz fascynującą przygodę. Idź, a usłyszysz szept – ten sam, który usłyszał święty Piotr nad Jeziorem Tyberiadzkim: Wyciągniesz ręce swoje, a inny cię opasze i poprowadzi, dokąd nie chcesz… Nie chcesz, bo się boisz. Nie chcesz, bo nie wiesz, co jest za horyzontem. Nie chcesz, bo zapominasz, kto w tej wędrówce jest Przewodnikiem. On czasami przekracza nasze marzenia. I okazuje się, że rzeczywistość jest od nich piękniejsza.
Na pisemnej maturze z języka polskiego pojawiły się Dziady. Temat brzmiał: „Czy warto kochać, skoro miłość jest źródłem cierpienia? Uzasadnij wypowiedź na przykładzie IV części Dziadów Adama Mickiewicza i innych tekstów kultury”.
Chcę odpowiedzieć, Tobie, Młodzieńcze o wyrazistej, pewnej siebie urodzie, i Tobie, Dziewczyno o oczach, w których odbija się niebo, i wszystkim maturzystom wszechczasów, a także szerokiej rzeszy czytelników „Okruszyny”: WARTO. Pomimo tego, że miłość jest nieprzewidywalna i bardzo często prowadzi nas tam, dokąd nie chcemy, w miejsca, o których nam się nie śniło, i wydaje się czasem, że burzy nasze marzenia jak dziecięce domki z klocków. Ale tylko po to, żeby w tym miejscu zbudować dom na skale.

Siostra Benedykta

odsłon: 1144 | aktualizowano: 2016-05-19 14:29 |

Zgromadzenie Sióstr
św. Dominika

Al. Kasztanowa 36, 30-227 Kraków tel. (0-12) 4252405
domgen@dominikanki.pl

© 2010 - 2017 - Wszelkie Prawa Zastrzeżone