Gdy wyobrażam sobie początki Zgromadzenia, widzę XIX-wieczną wieś galicyjską i Siostry w bieli, okryte czarną kapą, wędrujące po pastwiskach. Idą tam, gdzie są dzieci, by uczyć je katechizmu. Widzę je również wchodzące do najbiedniejszych chat. Niosą cenne medykamenty tym, których nie byłoby stać na lekarza.
Drobna siostra łagodnym głosem tłumaczy prawdy wiary grupce ludzi, a ci nie mogą oderwać od niej wzroku. To Kolumba Białecka, założycielka Zgromadzenia Sióstr św. Dominika. W macierzystej Wielowsi od 1861r. roku nazywają ją „Aniołem dobroci".
Tak jak Dominik poruszony współczuciem zakłada Zakon Kaznodziejski, tak i ona wychodzi naprzeciw duchowym i materialnym potrzebom polskiej wsi pod zaborami. Odważna, nie boi się zamienić klasztor na szpital polowy podczas Powstania Styczniowego. Nie odmawia również opieki nad chorymi w czasie epidemii cholery, mimo śmiertelnego zagrożenia dla dopiero co powstałej wspólnoty. Sama zakochana w Jezusie Eucharystycznym, wpaja tę miłość siostrom. „Dla Jezusa-Hostii żyj” czy „Raczej nie być dominikanką, jeśli się nie kocha Jezusa w Najświętszym Sakramencie” – mówiła. Kocha szczególnie Maryję: z Nią chce się ukryć w Jezusie. Stąd sława jest jej obca do tego stopnia, że zabrania siostrom jakiejkolwiek czci po śmierci: „mnie należy się tylko zapomnienie”. Dziś wydaje się, że Sługa Boża skutecznie opóźnia dzień beatyfikacji, choć Kościół potwierdził już heroiczność jej cnót.
Zręby Zgromadzenia od początku tworzą dynamiczne siostry zachwycone Bogiem. Jedną z nich jest bł. Julia Rodzińska – męczennica obozu koncentracyjnego w Stutthofie. W czasie długoletniej posługi w Wilnie zapamiętano ją jako wybitnego pedagoga oraz „matkę sierot”. Gdy za działalność w podziemiu trafia do obozu, apostołuje wspólną, choć przecież zakazaną, modlitwą w baraku. Umożliwia także współwięźniarkom dotarcie do kapłana i sakramentów. Czy misją dominikanki nie jest prowadzić innych do Boga, nawet za cenę oddania życia? Siostra Julia celująco zdaje egzamin z miłości bliźniego podczas epidemii tyfusu. Sama zgłasza się do opieki nad opuszczonymi chorymi wiedząc, że podpisuje na siebie wyrok śmierci. Zarażona, umiera na miesiąc przed wyzwoleniem obozu.
Panteon inspirujących poprzedniczek jest znaczący. Anegdoty o wielu z nich urozmaicają nasze wspólne rekreacje. Kiedy jednak myślę o moich Siostrach dzisiaj, widzę normalne kobiety, które po 155 latach podejmują dzieło Ducha Świętego przekazane Matce Kolumbie. Zmieniają się czasy, ale misja pozostaje wciąż ta sama: nieść Chrystusa tym, którzy Go potrzebują najbardziej. Co jest jednak ważniejsze: katechizacja młodzieży czy wychowywanie przedszkolaków? Ewangelizacja czy praca z niepełnosprawnymi? Misje w Kamerunie? A może na Syberii? Odwiedzanie chorych czy reżyserowanie sztuki teatralnej? Ostatecznie kto ma więcej powodów do dumy: zakrystianka czy organistka? Otóż nie ma różnicy – wszystkie jednakowo włączamy się w jedną, wieloraką misję dominikanek. Dotyczy to także Sióstr starszych i chorych. Przez cierpienie i modlitwę współzbawiają świat, nam wypraszają siły do pracy, a młodym dar nowych powołań.
Co zachwyca nowe pokolenia dominikanek? Naturalność, prostota, ewangeliczny entuzjazm, gorliwość apostolska, wreszcie rozmiłowanie w Eucharystii. Dar powołania nosimy w „naczyniach glinianych” ludzkiej kruchości. Sam Bóg daje je komu, kiedy i jak chce. Dlatego też nie ma jakiejś standardowej, typowej dominikanki. Uzupełniamy się w różnorodności osobowości oraz darów i talentów. Dzięki temu bez lęku otwieramy się na nowe wyzwania czasów i okoliczności 8 krajów na 4 kontynentach, gdzie pracujemy. Otwarte na nowość Ducha trwamy jednak w tradycji, bo życie wspólne zakorzenione w historii i zwyczajach Zakonu to duchowe filary, które – paradoksalnie – uskrzydlają. Misją Zakonu Kaznodziejskiego jest przepowiadanie Słowa wszędzie, wszystkim i na wszystkie sposoby. Dominikanki Matki Kolumby Białeckiej plasują się w tej misji bardzo blisko zwyczajnych ludzi. To tam, życiem i Słowem, świadczymy o chrześcijańskiej nadziei przez ewangelizację, edukację i posługę chorym.

Podsumowując: być blisko Jezusa, doświadczać Go i dzielić się tym doświadczeniem, to nasza misja. To moja misja. Misja dominikanki.