Życie błogosławionej Siostry Julii

Wszystko zaczęło się w Nawojowej. Rodzina Rodzińskich od pokoleń mieszkała w owej malowniczej podbeskidzkiej wiosce położonej 8 km od Nowego Sącza na trasie do Krynicy. Rodzińscy znani byli z talentu muzycznego, dzięki któremu nawojowscy organiści parafialni wywodzili się właśnie z ich rodziny. Michał Rodziński, przejmuje pałeczkę rodzinnej sztafety pod koniec 19tego wieku. Żeni się z młodziutką Marianną Sekułą, a owocem ich małżeństwa jest pięcioro dzieci. 16 marca 1899r. przychodzi na świat drugie z kolei. Dziewczynka jest bardzo słaba. Ponieważ nie dawano jej większych szans na przeżycie, została ochrzczona 2 dni później i nadano jej imiona Stanisława Maria Józefa.

Stasia wzrasta w atmosferze religijnej rodziny, która czynnie angażuje się w życie parafii. Dopóki Marianna jest zdrowa, zapewnia dzieciom radosne i harmonijne dzieciństwo. Czas beztroski jednak dla Stasi i jej rodzeństwa szybko przemija. Ponawiające się kłopoty finansowe, śmierć rocznej siostrzyczki, a wreszcie śmierć matki i – 2 lata później – śmierć ojca, drastycznie i nieodwracalnie kładą się cieniem na jej dzieciństwo. W chwili śmierci mamy Stasia ma lat osiem; gdy umiera ojciec – dziesię ????? Liczna rodzina niestety nie zdaje egzaminu względem osieroconych dzieci i zupełnie nie interesuje się ich losem. Dlatego decyzję o ich przyszłości podejmują ks. proboszcz Żabecki i przełożona wspólnoty Sióstr Dominikanek Stanisława Leniart. Dzieci rozdzielono. Wychowaniem chłopców Juliana (lat 14) i Ludwika (lat 8) zajęła się rodzina Nowakowskich, a dziewczynki Stasię i Janinę (lat 4) przygarniają Siostry.

Owo nietypowe jak na zakon rozwiązanie podyktowane było osobistym doświadczeniem s. Stanisławy. Sama osierocona w dzieciństwie odnalazła dom w klasztorze jeszcze za czasów założycielki Zgromadzenia Matki Kolumby Białeckiej. Dziewczynki tak mocno zżyły się z siostrą, iż do śmierci w 1943 roku nazywały ją „mamą” jak świadczą o tym zachowane listy Janiny Rodzińskiej Ostrouch. Wychowanie dziewczynek obejmowało lekcje muzyki, haftu oraz praktycznych obowiązków domowych, które w dorosłym życiu staną się niewyczerpanym źródłem pomysłów w pracy dydaktycznej. W Szkole Ludowej prowadzonej przez Siostry Dominikanki w Nawojowej Stasia uczy się pozostałych przedmiotów wykazując się różnorakimi talentami i inteligencją. Jako wyróżniająca się uczennica zostaje posłana przez siostry do Seminarium Nauczycielskiego w Nowym Sączu.

W tym samym czasie Stasia intensywnie rozeznaje swoje powołanie życiowe. Gdy staje się oczywistym, że „miłość Boża i chęć służby Bożej” są tak silne, że nie sposób się im oprzeć jak to później wyrazi w czasie egzaminu kanonicznego, pomimo sukcesów w nauce i ogromnego talentu pedagogicznego, Stasia decyduje się na przerwanie Seminarium Nauczycielskiego. I tak, 23 sierpnia 1916 roku, 17-letnia Stasia opuszcza Nawojową i w towarzystwie sióstr udających się na rekolekcje wyrusza do Wielowsi, by w domu macierzystym Zgromadzenia wraz z 5 innymi kandydatkami rozpocząć postulat. Rok później, 3 sierpnia 1917, otrzymuje biały habit i nowe imię: Maria Julia. Tuż po złożeniu 1-szych ślubów zakonnych, 4 września 1918 roku, s. Julia wyrusza do Krakowa. Tam przez rok kontynuuje przerwaną wcześniej naukę, by w maju 1919 uzyska świadectwo maturalne w Seminarium Nauczycielskim Świętej Rodziny.

Okres Dwudziestolecia międzywojennego to czas, gdy Polska odradza się po 123 latach nieistnienia zarówno wracając na mapę Europy, jak i przez odbudowę wewnętrznych struktur politycznych i społecznych. Dominikanki czynnie uczestniczą w tym procesie. Jednym z przykładów jest misja w Mielżynie koło Gniezna, dawnym majątku hrabstwa Mielżyńskich, na terenach dawnego zaboru pruskiego. Celem Sióstr jest organizacja i prowadzenie Zakładu dla Sierot, które przesiedlono tam z Mińska Litewskiego. Siostra Julia jest skierowana do Mielżyna wraz z grupą sióstr, które sprawnie i z dużą kreatywnością w trudnych powojennych czasach organizują klasztor i instytucję. Dla s. Julii ta pierwsza placówka, od której rozpoczyna apostolstwo, w całości zajmie się pracą wśród sierot. Jak bardzo ten rys jej życia ukształtowany został przez osobiste doświadczenie! Od początku w pracy cechuje ją wybitna umiejętność wczuwania się w potrzeby wychowanków, a nawet uprzedzanie tych potrzeb. Uczniowie nadwrażliwi i zakompleksieni, jak pisze Halina Karpowicz, mogą oczekiwać od niej empatii i delikatności. Siostra jest dla nich ciepła i taktowna. Kocha mądrą, wymagającą miłością, która pomaga pokonywać wewnętrzne trudności i zranienia wynikające z sieroctwa.

Po dwóch latach siostra Julia wyjeżdża do Rawy Ruskiej, miasteczka położonego wtedy jeszcze w granicach Państwa Polskiego. Pracuje tam rok w szkole państwowej prowadzonej przez Siostry Dominikanki, która mieściła się w budynku klasztornym zastępując inną siostrę przygotowującą się w tym czasie do ślubów wieczystych. Barbara Korniaho, uczennica Siostry z tego okresu daje następujące świadectwo: „Była nauczycielką sprawiedliwą, poważną, bardzo wymagającą. Traktowała swój przedmiot bardzo poważnie. Zawsze była przygotowana do lekcji, czego od nas również wymagała. Siostra Julia była świetnym pedagogiem, wykładała język polski, była zrównoważona, opanowana, nigdy nie podnosiła głosu i cieszyła się wielkim szacunkiem swoich uczennic i wielką miłością.” W roku 1922 siostra Julia finalizuje kolejny etap swojej profesjonalnej kariery w Nowym Sączu otrzymując patent stałej nauczycielki. W grudnia natomiast jedzie do Wilna, gdzie siostry obejmą Zakład dla Sierot przy ul. Witebskiej. Siostra Julia zapewne nie przypuszczała, że jej życie zakonne zostanie związane z tym miastem na najbliższe 22 lata. Najpierw w ramach praktyk pedagogicznych podejmuje pracę nauczycielki w kilku wileńskich szkołach. 5 sierpnia 1924 roku składa wieczyste śluby czystości, ubóstwa i posłuszeństwa w Zgromadzeniu Sióstr św. Dominika oddając się Bogu do śmierci. Niedługo później tj. w roku 1926, s. Julia otrzymuje świadectwo Wyższego Kursu Nauczycielskiego w Wilnie, formy kształcenia dostępnej tylko dla najwybitniejszych pedagogów, o których Rozporządzenie Ministra z tego czasu pisze, iż mają mieć „wyższe, niż normalne kwalifikacje oraz specjalne uzdolnienia, by [w ogóle być] skierowanym na WKN”.

Nic dziwnego, że wkrótce powierza się Siostrze funkcję kierowniczki Szkoły Państwowej, którą będzie sprawować przez kolejnych 5 lat. Równocześnie Siostra angażuje się w Zakład Sierot prowadzony przez Dominikanki oraz prowadzi wykłady w Szkole Ćwiczeń, uczelni przygotowującej przyszłych nauczycieli do zawodu. Oficjalne dokumenty wyrażały oczekiwanie, iż ”Szkoła Ćwiczeń musi być wzorcowa, by z niej nauczyciele wynieśli wzór takiej szkoły, któryby naśladować mogli”. S. Julia daje się zatem poznać jako wybitny pedagog i wychowawca ceniony nie tylko przez uczniów, ale także przez środowisko lokalne i zwierzchników szkolnictwa. Zapamiętano ją jako wymagającą i sprawiedliwą nauczycielkę języka polskiego, religii i historii, która dobrym słowem mobilizowała do rzetelnego wysiłku w zdobywaniu wiedzy. Jej kontakty z uczniami były spontaniczne i serdeczne, dlatego zrozumiałym jest, że nawet po lata uczniowie myśleli o niej wdzięcznością i miłością.

Nadeszła wojna. We wrześniu 1940 roku nacjonaliści litewscy zwalniają wszystkie siostry pracujące jako nauczycielka lub wychowawczyni. Nie chcąc całkowicie opuścić swoich podopiecznych w Zakładzie Sierot, siostry zatrudniają się najpierw jako personel techniczny w roli woźnych i sprzątaczek. Ostatecznie jednak w styczniu 1941 roku zostają usunięte zarówno z miejsc pracy, jak i z klasztoru. Od teraz siostry są zmuszone szukać schronienia i zatrudnienia w rozproszeniu, dlatego część wspólnoty wraz z s. Julią korzysta z gościny na kapelanii sióstr wizytek. Tutaj, na tajnych kompletach, Siostra nadal naucza. Jej drugim ważnym zajęciem tego okresu jest organizacja żywności dla księży emerytów pozbawionych środków do życia. Po aresztowaniu większości duchowieństwa wileńskiego księża emeryci ze względu na wiek i choroby byli w bardzo trudnym położeniu materialnym. S. Julia zatem organizuje żywność podczas wyjazdów do pobliskich wiosek tudzież swojej młodszej siostry mieszkającej w okolicach Wilna. Było to zadanie bardzo niebezpieczne, gdyż każdorazowo groziło posądzeniem o szmugiel. A za niego groziła kara śmierci.

12 lipca 1943 roku Gestapo aresztuje s. Julię wraz z trzema innymi dominikankami i osadza w swoim więzieniu na Łukiszkach w Wilnie. W przeciwieństwie do swoich współsióstr, które po miesięcznym pobycie i to na salach zbiorowych zostały zwolnione, s. Julię osadzono w izolatce. Izolatka była cementową szafą wielkości metr na metr, z nikłym dopływem świeżego powietrza, w której można było tylko siedzieć nie zmieniając pozycji ciała. Siostra jest oskarżona o działalność polityczną i kontakty z polskimi partyzantami. Mimo użytych wobec niej tortur i presji izolatki, nie załamuje się ani duchowo ani fizycznie. Nikogo nie wydaje podczas przesłuchań i nie przyznaje się do postawionych zarzutów. Nic więcej nie wiemy o doświadczeniach s. Julii w tym czasie poza krótką informacją, która dotarła do Domu Generalnego, iż bardzo cierpi, lecz niezachwianie wierzy w Bożą Opatrzność. Jedna z więźniarek, która spotkała Siostrę prowadzoną z izolatki, opisywała potem, że z jej twarzy promieniował pokój i skupienie, które stało się inspiracją dla innych osadzonych.

W lipcu 1944 rozpoczyna się ostatni etap życia s. Julii. Wraz z transportem więźniów politycznych zostaje przewieziona do obozu koncentracyjnego Stutthof koło Gdańska. Po kilkudniowej podróży przepełnionymi wagonami bydlęcymi i serii upokorzeń trafia jako więzień polityczny o numerze 40992 do części żydowskiej odizolowanej od reszty kolczastym drutem pod wysokim napięciem. Była to część obozu przeznaczona do szybkiej eksterminacji, gdzie normą była niewyobrażalna brutalność w traktowaniu więźniarek oraz głodzenie ich. Siostra Julia, polska zakonnica, doświadczy ich obu, ale nie zgodzi się na odczłowieczenie. Ekstremalne warunki obozu dla s. Julii to ostatni etap demonstrujący heroizm jej ducha, wewnętrzną dyscyplinę i głębokie życie wiary. W baraku, gdzie mieszkały głownie żydówki różnych nacji, organizuje i prowadzi wspólnotową modlitwę. Stale przypomina towarzyszkom o wartościach religijnych, które chciano w nich zabić. Sama spokojnie i z modlitwą na ustach znosi udręki obozowe. Byłe więźniarki podkreślają, że w tej obozowej rzeczywistości ciągle się modliła i do tej modlitwy zachęcała innych. Przykładem niech będzie fakt, że Siostra zamienia obozowy kawałek chleba na paciorki różańca, a organizując wieczorną modlitwę różańcem ryzykuje denuncjację do władz obozowych. Jej duchowy autorytet musiał promieniować szeroko, nawet na więźniów funkcyjnych. Pewnego razu, podczas rutynowej rewizji baraku, dostrzegają oni Siostrę prowadzącą modlitwę. Ta nietypowa i niebezpieczna sytuacja kończy się tak, że funkcyjni wycofują się cicho, a Siostra nie przerywa modlitwy. Innym przykładem jest pragnienie Komunii Świętej. Z oczywistych powodów Siostra Julia nie mogła uczestniczyć we Mszy św., dlatego łączyła się duchowo z miejscami, gdzie była ona odprawiana. Na ile to było możliwe, przekazywała również grypsy z błaganiem o przybycie kapłana; ryzykowała życie, by móc skorzystać z sakramentów. Tak, jak na wcześniejszych etapach życia, Siostra Julia nadal chętnie służy innym, wręcz sama ich wyszukuje. Uczy ich akceptacji nieznanych planów Bożych, modlitwy i przebaczania tym, którzy zadają cierpienie. Nieustannie zauważa ludzi słabszych, bardziej potrzebujących, którym przekazuje zorganizowaną cieplejszą odzież albo z którymi dzieli się swoją głodową racją żywności. Ewa Hoff opisuje takie zdarzenie: Dotknęła mnie delikatnie, jak mogłaby tylko matka obudzić dziecko: mam trochę zupy dla pani i chciałabym, żeby ją pani zjadła dopóki jest jeszcze ciepła. Tylko dlatego panią obudziłam.

Jedną z najgroźniejszych chorób obozowych było załamanie psychiczne. Siostra Julia oddziaływuje przeciwnie: budzi chęć trwania i przeżycia. Organizowane wieczory modlitwy owocują odnowioną energią duchową i wprowadzają więźniów w inną rzeczywistość. Barwne opowieści o życiu zakonnym to lekarstwo na rany dusz dla wielu. Dla załamanych zawsze znajdowała odpowiednie, budujące słowa. Irena Muschol później powie: „miłość i poświęcenie widziało się na każdym kroku, bez ostentacji, lecz cicho”. A Ewa Hoff doda: „była szlachetna, chętna do pomocy i dobra. Pełniła dzieła miłosierdzia w obozie, gdzie zapomniano, że w ogóle istnieje miłosierdzie”. Wiedząc o planie samobójstwa więźnia, którego żona przebywała razem z nią w części żydowskiej, tak długo wysyła do niego grypsy, aż obieca on, że nie odbierze sobie życia. Więzień przeżył obóz i powtarzał, że to siostra Julia obudziła w nim nadzieję przetrwania. Dzięki niej przezwyciężył lęk przed dalszym życiem obozowym.

W listopadzie 1944 wybucha w obozie kolejna epidemia tyfusu, która rozprzestrzenia się głównie wśród wyniszczonych ciężką pracą i głodem kobiet w części żydowskiej. Spójnie z całą swoją wcześniejszą postawą, Siostra Julia podejmuje decyzję, by być blisko umierających. Tym samym, decyduje się na świadomą i dobrowolną ofiarę z życia. Chorzy byli bowiem pozostawieni własnemu losowi, odizolowani od innych, w nieludzkich warunkach oczekiwali na śmierć. W baraku, zwanym umieralnią, Siostra zwilża chorym usta zdobytą z trudem wodą i niesie słowa pociechy. Jedną z polskich więźniarek, tak wyniszczoną tyfusem, że uznano ją za martwą, w ostatniej chwili wyciąga ze stosu całopalnego. Więźniarka przeżyła obóz i złożyła świadectwo o poświęceniu Siostry. Chorzy wzywają ją po imieniu i czekają na dobre słowo; emanuje od niej dobroć i poczucie bezpieczeństwa. Julia niesie chorym tę nadzieję, którą sama żyje. Umierającym towarzyszy modlitwą. Niestety, zarażona tyfusem dołącza do nich 20 lutego 1945 roku. Leżące obok niej więźniarki słyszały modlitwę odmawianą półgłosem do końca. Gdy cisza objęła pryczę Siostry Julii zrozumiano, iż odeszła do wieczności. Nagie ciało Siostry położone na stosie innych zmarłych ktoś okrywa kawałkiem pasiaka: to najwyższy przejaw szacunku, wdzięczności i czci możliwy do okazania w obozie. „Oddała życie za innych, umarła z poświęcenia, była aniołem dobroci” mówiły po latach ocalone więźniarki.

„Rozpaczali po niej nie tylko katoliccy ziomkowie, ale również Rosjanki, Łotyszki i inne… pozostanie niezapomniana”.

Każdy z nas zostawia na tej ziemi ślady, od nas zależy, jakie one będą. Ludzie, którzy spotkali się z Siostrą Julią, nigdy nie zapomnieli wrażenia, jakie na nich wywarła. W każdym z nich pozostał niezatarty ślad tego spotkania. W jednym ze świadectw czytamy: mam ją w oczach tak, jakby stała przede mną. Na zawsze będę mieć w oczach ten obraz: klęcząca na drewnianym balu, wyprostowana, z uniesioną głową, z oczami skierowanymi w nieskończoność. Nasza siostra Julia.

Skrócone kalendarium:

  • 16.03.1899 Narodziny Stanisławy Marii Józefy Rodzińskiej
  • 18.03.1899 Chrzest w kościele parafialnym
  • 22.05.1907 Śmierć mamy Marianny Rodzińskiej
  • 19.08.1909 Śmierć taty Michała Rodzińskiego
  • Sierpień 1909 Zamieszkanie w klasztorze dominikanek w Nawojowej
  • 28.08.1916 Rozpoczęcie postulatu
  • 3.08.1917 Rozpoczęcie nowicjatu
  • 4.09.1918 Pierwsza profesja
  • 5.08.1924 Profesja wieczysta
  • 1918 – 1919 Kraków (nauka Seminarium Nauczycielskie)
  • 1919 – 1921 Mielżyn w Zakładzie dla Sierot
  • 1921 – 1922 Rawa Ruska (nauczycielka), w tym: VII – XII 1922
  • Nawojowa - przygotowanie do egzaminu kwalifikacyjnego.
  • 13.12.1922 – 14.06.1943 Wilno (nauczycielka, kierowniczka szkoły i zakładu dla sierot, przełożona domu zakonnego i tercjarek)
  • 12.07.1943 Aresztowanie; pobyt w izolatce więzieniu Gestapo w Wilnie na Łukiszkach.
  • 9.07.1944 Więźniarka obozu koncentracyjnego Stutthof (nr obozowy 40992)
  • 20.02.1945 Śmierć.
  • 13.06.1999 Beatyfikacja w Warszawie w Gronie 108 Męczenników II wojny światowej.
Przygotowała s. Justyna Dombek OP