XVII Niedziela Zwykła – rok A
30 lipca, 2023
XIX Niedziela Zwykła – rok A
12 sierpnia, 2023
XVII Niedziela Zwykła – rok A
30 lipca, 2023
XIX Niedziela Zwykła – rok A
12 sierpnia, 2023
I zjawił się obłok, a z obłoku odezwał się glos: „To jest mój Syn umiłowany, Jego słuchajcie!” zaraz potem, gdy się rozejrzeli, nikogo już nie widzieli przy sobie, tylko samego Jezusa.
(Mk 9, 7 - 8 ).

Kilka lat temu podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej miałam okazję być na Górze Przemienienia. Mimo że to był styczeń, było ciepło i świeciło słońce. Akurat w ten dzień była jednak gęsta mgła. Dobry obraz tego, co dzieje się w moim sercu. Jak mi trudno zobaczyć Jezusa. Chyba podobne odczucia towarzyszyły apostołom – Piotrowi, Jakubowi i Janowi, którzy weszli na górę Tabor z razem z Jezusem.

Do czego było apostołom potrzebne doświadczenie góry Tabor? Nie mogli tam przesiadywać. Rozbić namiotów. Zatrzymać tej chwili. Zaraz musieli schodzić i znowu mierzyć się z trudną rzeczywistością, której Jezus wcale nie zamierzał uczynić łatwiejszą. W dodatku wyrażał się w sposób niezrozumiały, mówił coś o „powstaniu z martwych”, a uczniowie nie mieli odwagi zapytać, o co Mu chodzi. Tymczasem na górze Tabor wszystko wydawało się proste: On jest Bogiem, towarzyszą Mu prorocy, nie muszą się o nic martwić, nawet o towarzyszy, którzy przecież zostali na dole i nie było im dane doświadczyć przemienienia Mistrza, mogą się teraz wygrzewać w Jego blasku i nie muszą o niczym myśleć…

Po co apostołom przemienienie Jezusa? To tak, jakby ktoś dał dziecku zabawkę i po chwili ją odebrał.

Dokładnie po to, po co ja potrzebuję rekolekcji, pielgrzymek, tych wszystkich mniejszych i większych cudów, jakie dokonują się w moim życiu: dobrych ludzi spotykanych właśnie wtedy, kiedy najbardziej tego potrzebuję, odnalezionych zgub, przywróconego zdrowia, rozwiązanych problemów, nawróceń i uzdrowień – moich lub czyichś. Przecież takie rzeczy zdarzają się tylko od czasu do czasu, między jedną a drugą porażką, wśród wielu złych wiadomości i dni, kiedy z pozoru nic nadzwyczajnego się nie dzieje. I wtedy odzyskuję siły i nadzieję. W takich momentach chciałabym zatrzymać czas. Rozbić namiot. Zostać na swojej „górze”… A Jezus każe spakować manatki, ruszyć się i iść dalej.

Po co więc spotkanie na górze Tabor?

Żeby zobaczyć piękno Boga i za Nim zatęsknić. Ta tęsknota może w moim życiu zmienić wszystko, bo Bóg przestaje być dla mnie „skrzynką życzeń”, a staje się Kimś, kogo będę szukać da Niego samego.

Żeby zrozumieć, że niczego więcej nie trzeba: ani dobrego samopoczucia, ani cudów, ani spektakularnych przeżyć. Tylko samego Jezusa.

A potem trzeba zejść z góry - ale już nie jesteśmy sami. On chce nam towarzyszyć.

Jezus nie został na górze Tabor z Mojżeszem i Eliaszem. Zszedł z uczniami, żeby iść z nimi dalej w upale, zmęczeniu, po kamienistej drodze. On, Emmanuel – Bóg z nami.