
Świąteczne życzenia
25 grudnia, 2025
Spotkajmy się…
13 stycznia, 2026Przestańmy się oszukiwać – każda z nas ma czasem ochotę złożyć reklamację u Stwórcy.
Ale siostra Małgorzata stawia sprawę jasno: jeśli nie dziękujesz za swoje ciało, to t ak, jakbyś mówiła Bogu: „Słuchaj, stworzyłeś bubla”. A przecież to ciało, choć może nie pasuje do aktualnej „rozmiarówki”, codziennie Cię wszędzie „dowozi i donosi” tam, gdzie trzeba.
Świętość to bycie „na maksa sobą”.
Zapomnij o obrazkach ze złożonymi rękami i wzrokiem wbitym w sufit. Definicja świętości według s. Małgorzaty jest prosta: to bycie w 100% sobą. Bóg, stwarzając Cię, nie szukał inspiracji w katalogach mody, tylko wpatrywał się w samego siebie.
Jesteś „fenomenalna” nie dlatego, że wszystko robisz idealnie, ale dlatego, że nosisz w sobie boskie elementy i Jego wizję.
Potrzeby to Twój wewnętrzny kompas
Często nam się wmawia, że dbanie o swoje potrzeby to egoizm. Nieprawda! To Twój „wewnętrzny kompas”. Jeśli je ignorujesz, kończysz sfrustrowana i wypalona. Oczywiście, nie każdą potrzebę da się zrealizować od razu (i nie każdą warto), ale zauważenie ich to pierwszy krok do tego, żeby przestać być „ofiarą trendów” i zacząć żyć w zgodzie z tym, jak zaprogramował Cię Bóg.
Bóg „oszalał” na Twoim punkcie
To nie jest tania metafora. Perspektywa teologiczna jest taka: Jezus po prostu oszalał na naszym punkcie i to, co zrobił na krzyżu, jest tego najlepszym dowodem. On przyjął ludzkie „cielsko”, żeby pokazać, że jest ono ważne i święte. Nie musisz więc „siedzieć w krzakach” zawstydzona jak Adam i Ewa – możesz wyjść do Niego z całą swoją nieidealnością.
Krótko mówiąc: Relacja z samą sobą to projekt na całe życie. Zamiast przeglądać się w „krzywym zwierciadle” ludzkich opinii, lepiej zerknąć w oczy Boga – tam zobaczysz kogoś, kto jest chciany, kochany i absolutnie wyjątkowy.



