Paralaksa tła

Jak się pisze książkę

26 lutego, 2020
W ukryciu…
26 lutego, 2020
Musical o bł. Julii w Kłodzku
3 marca, 2020

Jeśli ktoś myśli, że pisanie książki to życie w jakiejś alternatywnej rzeczywistości, to grubo się myli. Trzeba myśleć o przygotowaniu katechezy (w moim wypadku). O Pierwszej Komunii dzieci w parafii. O zakupach. O tym, co ugotować na obiad (a gotowanie akurat nie jest moim ulubionym zajęciem). O tym, żeby wstać niemal w środku nocy na poranne modlitwy i zdążyć na wieczorne.Trzeba dzielić tę pasję z innymi wielkimi miłościami, choćby teatrem. A teatr jest sztuką zaborczą i zazdrosną o uwagę...

Kiedy zaczynałam pracę nad tą powieścią, to były jeszcze studia podyplomowe. A potem przeprowadzka na inną placówkę, do Kłodzka, i wejście w zupełnie nowy, tyleż fascynujący, co obcy świat.

Docieranie do źródeł? Zbieranie materiałów? Wypełnianie fabułą czarnych dziur trudnej biografii? Nadawanie postaciom wyrazistych, konkretnych rysów, dzięki którym żyją w wyobraźni czytelnika? To wszystko działo się jakby mimochodem. Niechcący. Przy okazji tej największej powieści, jaką jest życie ze swoją zwyczajnością.

Ale powoli świat powstającej powieści zaczynał żyć samodzielnie. Nabierał barw i niepowtarzalnego klimatu. Były dni, kiedy klawiatura niemal paliła mi się w rękach, no i były też takie, kiedy napisanie dwóch zdań trwało całe wieki.

Aż trudno uwierzyć, że wreszcie koniec.

Nie pisałam po kolei. Zaczęłam od ulubionych wątków. Trochę od środka. Posadziłam jednego z bohaterów, Bogusia przy fortepianie, kazałam mu grać "Etiudę Rewolucyjną" Chopina i jakoś poszło...

W mojej pracy spotkałam mnóstwo życzliwych ludzi. Dziękuję tym, którzy mi kibicowali i w różny sposób pomagali przez cały czas tych trzyletnich zmagań. Niektórzy są pierwowzorami bohaterów książki.

Zaprzyjaźniłam się z moją bohaterką, bł. siostrą Julią Rodzińską. Codziennie odmawiam do niej litanię i wierzę, że pomogła mi pisać. A kiedy mam jakieś trudności wychowawcze w pracy z młodzieżą, to jej mówię: "No, poradź coś! Ty byś przecież wiedziała, co robić". Działa.

Kim jest dla mnie główna bohaterka "Nieba w kolorze popiołu"? Wzorem. Inspiracją. Przyjacielem. Ale też kimś, kto mnie zawstydza. Nie wiem, czy umiałabym oddać ostatnią kromkę chleba i pójść do umierających na tyfus w momencie, gdy ziemskie ocalenie byłoby tak blisko... Czy w tak ekstremalnych warunkach potrafiłabym zobaczyć twarz Jezusa w każdym człowieku, zarówno oprawcy, jak ofierze.

Opowieść o siostrze Julii jest wyrazem mojej tęsknoty za takim zwykłym, ludzkim dobrem. Dobrem, które szuka tego, co najsłabsze i najbardziej bezbronne. I nie pyta, czy to się opłaca.

Będę szczęśliwa, jeśli zechcecie przeczytać powieść "Niebo w kolorze popiołu". A jeszcze bardziej - jeśli po lekturze coś w Was zostanie: jakiś twórczy niepokój, jakaś tęsknota, jakaś potrzeba czynienia konkretnego dobra wokół siebie. Okazji jest mnóstwo. Wystarczy mieć otwarte oczy...

I mam nadzieję, że zaprzyjaźnicie się z Siostrą Julią. Warto.To wspaniały przyjaciel.

Powieść dostępna jest na stronie Edycja Świętego Pawła. Wkrótce również w innych księgarniach. Zapraszam.

s. Benedykta Baumann OP