O. Wincenty Jandel omówił z przełożoną klasztoru w Nancy – Matką Marią od św. Róży Lejeune, przyjęcie Róży Białeckiej do klasztoru. Do Francji wyjechała ze swoją ciotką hr. Prebendowską i zapukała do furty klasztornej 11 czerwca 1857 r., w Uroczystość Bożego Ciała. Matka od św. Róży Lejeune i cała wspólnota powitały kandydatkę z ogromną radością i serdecznością. Trzy dni później, 14 czerwca 1857 r., w niedzielę Oktawy Bożego Ciała, Róża zostałaprzyjęta na próbę zakonną i otrzymała na ten czas imię s. Róża. Z powodu słabego zdrowia została przydzielona do pomocy Matce Marii od Jezusa i s. Marii od Aniołów w zakrystii. Młoda kandydatka podejmowała ciągłą współpracę z łaską Bożą, rozumiejąc, że budowę życia zakonnego musi rozpocząć na dwóch fundamentach: pokorze i miłości do Boga i bliźnich. S. Róża Białecka bardzo tęskniła za krajem, rodziną, ojczystym językiem. Każdy list od najbliższych sprawiał, że biegła do kaplicy i czytała go za ołtarzem, prosząc Pana Jezusa o siły do zwalczenia tęsknoty. Gdy o swoim bólu opowiedziała przełożonej, ta – dotąd zawsze wyrozumiała i łagodna – tym razem stwierdziła, że Róża nie ma powołania i powinna wrócić do Polski. Słowa te tak przeraziły młodą postulantkę, że pokusy, płynące z tęsknoty za ojczyzną, natychmiast zniknęły.

Gorliwość, z jaką Róża wypełniała swoje obowiązki, pragnienie służenia innym oraz ciągły głód Boga dawały s. przełożonej pewność, że polska postulantka ma dominikańskie powołanie. Pozwolono jej rozpocząć przygotowania do ceremonii obłóczyn. Róża Białecka została poddana trzykrotnemu kanonicznemu egzaminowi, który przeprowadził o. Markolin Hue OP. Podczas egzaminu odpowiadała pewnie i szczerze, że do zakonu wstąpiła dobrowolnie i jedynie dlatego, by „cała należeć do dobrego Boga”. Ceremonię obłóczyn, którą poprzedzały trzydniowe rekolekcje, wyznaczono na dzień 30 kwietnia 1858 r. Moment obleczenia w biały dominikański habit poprzedziło uczestnictwo w Ofierze Mszy św., podczas której Róża uświadomiła sobie, że w jej życiu właśnie dokonuje się to, czego zawsze głęboko pragnęła. Wraz z dominikańskim habitem Róża otrzymała imię zakonne: s. Maria Kolumba. Imię „Kolumba” (z łaciny) oznacza gołębicę, symbolizującą prostotę, czystość i miłość. Przełożona z Nancy uważała, że właśnie ono najlepiej oddaje usposobienie polskiej postulantki. S. Kolumba rozpoczęła roczny nowicjat, poprzedzający złożenie pierwszych ślubów zakonnych. W czasie nowicjatu, oprócz nauki na pamięć konstytucji i zwyczajów Zgromadzenia i pracy nauczycielskiej, szukała chwil, by przebywać jak najwięcej przed Najświętszym Sakramentem, otwierając przed Bogiem swoją duszę. Zaczęła wtedy zastanawiać się, czy jednak nie powinna być w klasztorze na Gródku w Krakowie. O swoich wątpliwościach napisała w liście do o. Jandel’a. On jednak stwierdził, że są to tylko pokusy, które należy odrzucić. Był przekonany, że decyzja, którą podjął co do życia Róży, była słuszna, a przede wszystkim zgodna z wolą Bożą. Zachęcał, by s. Kolumba stawiała sobie pytania: czy jest gotowa oddać się Jezusowi w całkowitej ofierze, wyrzec się ojczyzny i rodziny (w razie niemożności powrotu do kraju), i złożyć profesję zakonną, nie stawiając żadnych warunków? Ona powiedziała, że dla miłości Boga jest gotowa na wszystko.

Dopuszczona do ślubów zakonnych, złożyła je 30 kwietnia 1859 r. W Nancy przebywała do czerwca 1859 r., po czym wróciła do Polski, by szukać tu możliwości założenia nowego zgromadzenia zakonnego.