parallax background

Motyka, grabki, gumiaki, ziemia…

7 listopada, 2019
Chwalić Pana śpiewem
3 października, 2019
Jezus może wszystko
12 grudnia, 2019
Chwalić Pana śpiewem
3 października, 2019
Jezus może wszystko
12 grudnia, 2019
 

Wywiad z 95 - letnią dominikanką, która ze skromności pragnęła pozostać anonimowa.

Siostro – powspominamy trochę dawne dzieje?

A kto to będzie tego słuchał, starocie. Ale jak Siostra prosi…/z przejęciem/. Urodziłam się dawno temu, Siostry jeszcze na świecie nie było, ani nawet Siostry mamy to było 24.08.1926 r. w kochającej Boga i siebie nawzajem rodzinie. Było nas 9 dzieci. Żyliśmy na wsi, utrzymując się z małego gospodarstwa, mieliśmy dwie krowy (to nie za wiele jak na taką rodzinę).
Od małego kochałam ziemię i pracę w polu. Moja mamusia często prosiła mnie żebym pomagała jej w szyciu. Nie lubiłam tego – wolałam: motykę, grabki, gumiaki i ziemię.

Od dzieciństwa myślała Siostra o życiu zakonnym?

Nie! Ale miałam żywą relację z Panem Bogiem. Pamiętam takie zabawne zdarzenie. Rodzice zawsze mi opowiadali, że Pan Bóg jest tam u góry, w niebie. Modląc się, zawsze tam spoglądałam. Pewnego dnia kiedy wszyscy siedzieli w izbie / wtedy jeszcze nie było telewizorów, ani nawet radia/ zobaczyłam światło, byłam tak przejęta, bo zobaczyłam Pana Jezusa…zaczęłam krzyczeć: "Mamo! Mamo! Ja widzę Boga. On na mnie patrzy". Moja mamusia podbiegła do okna i uśmiechnęła się – okazało się, że to był księżyc w pełni, ale bardzo zapamiętałam to wydarzenie, że Bóg może być bardzo bliski.

A jaki był tata?

Tatuś był niezwykle pracowitym człowiekiem. To były ciężkie czasy. Siostra nie wie co to znaczy wojna. Łapanki, strach, ucieczka… Byliśmy biedni, ale i tak trzeba było oddawać Niemcom tzw. kontyngenty. Mieliśmy dwie krowy, które miały kolczyki, czyli były spisane. Każdego cielaka trzeba było oddać żołnierzom. Pewnego razu – tatuś widząc nas głodnych – zabił cielaczka nie oddając niemieckim żołnierzom. Groziła mu za to nawet kara śmierci, ale Pan Bóg troszczył się o nas. Mój tata zmarł, gdy miałam 13 lat, a najmłodszy brat 3 miesiące.

Jak poradziliście sobie w takiej trudnej sytuacji?

Mieliśmy stryjów, którzy wzięli nasza rodzinę pod opiekę. Jako młoda dziewczyna chciałam jechać za granicę, do Niemiec. Chciałam zobaczyć kawałek świata, przejechać się pociągiem, pomóc finansowo mamie. Zatrudniłam się na dwa lata w bogatym gospodarstwie i tam pomyślałam, że nie będę wychodzić za mąż, tylko będę żyła w samotności, modląc się i pracując.

No ale jak widać nie udał się Siostrze ten plan, co się działo dalej?

Mój stryj miał w rodzinie bogatych gospodarzy, którzy mieli syna Jana, bardzo miłego i przystojnego młodzieńca. W tamtych czasach – najczęściej – małżeństwa były kojarzone. Rodzice umawiali się pomiędzy sobą i wybierali kandydatów na małżonków. Stryjek naciskał na mnie żebym wyszła za mąż za Jasia. To była bardzo bogata rodzina. Kiedy odwiedziłam ich dom, nie mogłam wyjść z podziwu. Jak pięknie urządzony, jakie meble, jakie okna i firany. Jednocześnie poczułam w sobie takie „odepchnięcie” serca – że ja nie mogę tak, że ja zdradzę Boga, nie mogę być jego żoną. Cieszyła mnie myśl, że moja daleka kuzynka bardzo pokochała Janka, chciałam żeby to ona była jego żoną.
Wiedziałam i widziałam jasno, że Jasiek zakochał się we mnie. Podczas jednego ze spotkań powiedział mi, że jak zostanę jego żoną, to on pomoże w biedzie mojej mamie.
To było bardzo ważne zdanie dla mnie. Pomyślałam, że dzięki mnie – moja rodzina nie będzie głodować i na wszystko nam wystarczy. Zgodziłam się i przyjęłam oświadczyny.

O rety! I co było dalej?

Pewnego dnia przyjechał ze swoimi rodzicami, żeby ustalić zapowiedzi i datę ślubu. Poczułam w sobie ogromny ból. Powiedziałam do niego: poczekaj chwilkę, ja muszę wyjść. Zaraz wracam.
Pobiegłam do stajni, zamknęłam się i bardzo płakałam. Wiedziałam, że ja nie mogę tak, nie dam rady być jego żoną. Nie mogę dzielić serca. Moje serce jest całe dla Boga. Wróciłam do izby z gotową odpowiedzią. Jasiek powiedział do mnie jedno zdanie: "Wolałbym Cię nie poznać, niż przeżywać tak wielki ból". I od tamtej pory już nigdy go nie widziałam.

Niesamowita historia. Jestem ciekawa co było dalej.

Praca na gospodarce. Motyka, grabki i dziabki – moje życie.
A jednocześnie głębokie życie z Bogiem, tęsknota za jego ciągłą obecnością. Pamiętam jeszcze z dzieciństwa jak robiliśmy snopki w polu. Moja siostra Ela zrobiła cztery wielkie, a ja mały jeden. Tego dnia usłyszałam cichą rozmowę moich rodziców: "Elżbietka jest pracowita, ale Anka to leń". Uśmiechnęłam się na to, po prostu „zagadałam się” z Bogiem i mało skupiłam się na snopkach.

Jak to się stało, że Siostra jest dominikanką?

Razem z kuzynką jeździłyśmy do Jarosławia. Tam poznałam ojców dominikanów. Pewnego dnia o. Reginald Wiśniewski, dominikanin przechodząc obok mnie zapytał, czy ja nie chcę pójść do zakonu. Bardzo się zdziwiłam i onieśmieliłam tym pytaniem. Nic mu wtedy nie odpowiedziałam, ale to pytanie trafiło do mojego serca. Kiedy modliłam się w kościele ojców dominikanów, zobaczyłam obraz św. Katarzyny ze Sieny. Ten obraz był dla mnie jak żywy. Poczułam, że zakon dominikański to moje miejsce. Poszłam do Ojca Reginalda żeby zapytać, co mam robić, a on dał mi adres sióstr dominikanek. Jestem z nimi od 65 lat…

Jestem ciekawa, co stało się z Jasiem…

Ożenił się z kuzynką, która go bardzo kochała. Kiedyś moja siostra spotkała go przypadkiem na ulicy. Wyciągnął z marynarki zdjęcie – to było moje zdjęcie. Uśmiechnął się do mojej Siostry i powiedział: "To moja pierwsza miłość".
Bardzo poruszyło mnie to, że nosił moje zdjęcie. Przez wiele lat zastanawiałam się, czy go nie skrzywdziłam. Bóg jest większy niż wszystko, co kochamy na ziemi. Ja nie mogłam zrobić inaczej. Ja jestem Jego tutaj na ziemi i w wieczności. Do dziś modlę się za śp. Jana. I wiem, że moje miejsce jest w Zakonie.