Paralaksa tła

Nie jak ja chcę, ale jak Ty…

5 marca, 2020
Musical o bł. Julii w Kłodzku
3 marca, 2020
Pierwsza Dama w Kielcach
6 marca, 2020

Jakiś czas temu mój przyjaciel powiedział, że powinnam mieć na imię Izrael — tak jak Jakub, bo nie zna drugiej osoby, która by tak wytrwale walczyła z Bogiem. Dodał też, że z Nim nie wygram... „Bądź wola Twoja”? Nie, nie, nie. Przecież ja mam lepszy plan. W końcu to moje życie. Od przedszkola ćwiczyłam karate – wiązałam z tym swoją przyszłość. Odnosiłam sukcesy na zawodach, chciałam studiować, założyć rodzinę. Bóg jednak miał inny plan...

Niecałe cztery lata temu, czytając Dzienniczek św. Faustyny, przeszła mi przez głowę myśl o życiu zakonnym. I jak szybko się pojawiła, tak też szybko zniknęła. „Panie Jezu, ja w zakonie? Dobry żart. Przecież do kościoła chodzę od święta i z modlitwą mam tyle wspólnego, co nic! Na co Ci taka oblubienica?” Po wypadku musiałam zmienić hobby – wzięłam do ręki gitarę i zostałam z nią do dziś. Zaczęłam zagłuszać Jego wezwanie, miałam przed sobą jeszcze całą szkołę średnią. Jezus nie dawał za wygraną. Gdzie się nie znalazłam, słyszałam „chodź za Mną”. Postanowiłam pójść na Jasną Górę, by zapytać, co o tym myśli Maryja. Na początku sądziłam, że będzie to najgorszy czas w moim życiu, bo nigdy wcześniej nie byłam na żadnej pielgrzymce, ale spakowałam się i 6 sierpnia wyruszyłam. Pięć dni później weszliśmy do Częstochowy. Okazało się, że ten czas był piękny, ale trochę mi namieszał w głowie. Przyjechałam do domu z myślą, że wcale nie chcę iść do klasztoru. Chcę być żoną, matką... „Jezu, ja wiem, że przed pielgrzymką byłam przekonana, że mam zostać siostrą zakonną, ale widzisz, odmieniło mi się... Może byś trochę pozmieniał plany?” Ale On nie odpuszczał. W sercu kłóciłam się sama ze sobą. Z jednej strony chciałam być w związku, z drugiej – nie potrafiłam sobie wyobrazić siebie poza zakonem, nie będąc oddaną na własność Bogu…

W Internecie trafiłam na film pewnego dominikanina. Spodobało mi się co i jak mówił i gdy znalazłam siostry dominikanki, musiałam się dowiedzieć dlaczego one na każdym zdjęciu są takie radosne – przecież to zakonnice, jaki one mogą mieć powód do radości? Pojechałam na tygodniowe rekolekcje do Wielowsi, gdzie jest nasz dom macierzysty. Postawiłam sobie cel: odkryć, czego Bóg ode mnie chce. Teraz już chciałam mieć pewność. Powiedziałam sobie, że to, co będę czuła wyjeżdżając z Wielowsi, będzie już moją ostateczną decyzją. Z każdym dniem coraz bardziej zakochiwałam się w Jezusie i coraz bardziej upewniałam się, że to Jemu chcę się oddać w całości. Jak tylko przekroczyłam furtę klasztoru, wiedziałam, że to jest moje miejsce. Czułam, jakbym wróciła do swoich – do domu, a przecież nie znałam wcześniej dominikanek.

Kiedy podjęłam decyzję o wstąpieniu do Zgromadzenia, ale do przyjazdu pozostały jeszcze dwa miesiące, zaczęłam wpadać coraz głębiej w bagno grzechu. Wiedziałam, co robię – że każdym grzechem pluję Jezusowi w twarz. A On? Walczył. Tam, gdzie ja się od Niego odwracałam, On wciąż patrzył w moją stronę z coraz większą miłością i nadzieją. Nie potępił, nie odwrócił się plecami. Cierpliwie czekał, aż do Niego wrócę. Wołał. I w końcu dotarło... Zastanawiałam się, dlaczego nie odpuścił – i odpowiedź znalazłam w Księdze Izajasza: Jesteś dla mnie cenny, otoczyłem cię chwałą i obdarzyłem miłością, dlatego ziemie zamienię na ciebie i ludy oddam za twoje życie.

Jak mogłam nie odpowiedzieć na to wyznanie? Jego miłości nic nie może zastąpić, nie da się znaleźć większego szczęścia. Uwierz, próbowałam. Teraz tę miłość chcę przekazywać dalej – jest tak wielka, że nie można jej zatrzymywać tylko dla siebie.

Pan Bóg, jak daje, to z rozmachem… Mam starszego brata, z którym przez większość mojego życia nie mogłam się dogadać, dlatego zawsze marzyłam o siostrze. Proście, a otrzymacie...

Dotrzymał słowa. Dostałam nie jedną siostrę, ale całe Zgromadzenie! Pan Bóg nie daje byle czego. Nie ma tutaj dwóch takich samych... Każda siostra jest wyjątkowa, za każdą codziennie Mu dziękuję, choć nie zawsze jest łatwo żyć z czterdziestoma kobietami pod jednym dachem. Już wiem „dlaczego te zakonnice są takie radosne”...

Gdzie dwóch lub trzech (ewentualnie czterdziestu) gromadzi się w Imię moje...

Wspólnota podnosi – gdy wpadamy w dziury, prowadzi – gdy nie widzimy, dokąd pójść, podtrzymuje – gdy nie mamy siły się modlić…

We wspólnocie rozwijamy talenty już nam znane i odkrywamy nowe. Doświadczyłam tego jeszcze zanim wstąpiłam do klasztoru, na spotkaniach oazy młodzieżowej w mojej rodzinnej parafii w Bielsku-Białej, jednak dominikanki mają w sobie coś wyjątkowego, coś, co sprawia, że chce się z nimi być. Dopiero po czasie dostrzegłam, że konkretne wydarzenia w moim życiu nie były bez znaczenia. Pytałam, gdzie był Bóg, gdy cierpiałam – a On cierpiał razem ze mną. Był ze mną za każdym razem, gdy płakałam ze szczęścia... Jest ze mną bez przerwy, bo mnie pokochał, jeszcze zanim się narodziłam... Jak wielka musi być Jego miłość, skoro postanowił poświęcić swoje życie, abyśmy mogli żyć razem w wieczności...?

Aspirantka Weronika