II Niedziela po Narodzeniu Pańskim
4 stycznia, 2020
II Niedziela zwykła – rok A
18 stycznia, 2020
Jezus przyszedł z Galilei nad Jordan do Jana, żeby przyjąć od niego chrzest. Lecz Jan powstrzymywał Go, mówiąc: «To ja potrzebuję chrztu od Ciebie, a Ty przychodzisz do mnie?»
Jezus mu odpowiedział: «Ustąp teraz, bo tak godzi się nam wypełnić wszystko, co sprawiedliwe». Wtedy Mu ustąpił.
A gdy Jezus został ochrzczony, natychmiast wyszedł z wody. A oto otworzyły się nad Nim niebiosa i ujrzał ducha Bożego zstępującego jak gołębica i przychodzącego nad Niego. A oto głos z nieba mówił: «Ten jest mój Syn umiłowany, w którym mam upodobanie».
(Mt 3, 13-17)

„To ja potrzebuję chrztu od ciebie, a ty przychodzisz do mnie?” (Mt 3, 14b)
Podczas pielgrzymki do Ziemi Świętej miałam okazję zobaczyć Jordan. Byłam zdumiona: rzeka, którą sobie wyobrażałam jako błękitny, czysty bezkres, jest mała, wąska i błotnista. Z przerażeniem patrzyłam, jak grupa jakiejś prawosławnej wspólnoty wchodzi do tej mętnej wody w czyściutkich, białych szatach. Z radością i uwielbieniem Boga za dar Chrztu Świętego. Było to dla mnie wielkie świadectwo wiary. Pomyślałam o Synu Bożym, który dwa tysiące lat temu zanurzył się w tej niezbyt zachęcającej do kąpieli wodzie wraz z tłumem grzeszników, którzy przecież – w przeciwieństwie do Jezusa - mieli się z czego nawracać i ten gest był dla nich początkiem czegoś nowego…

Zaskakujące. Jezus przyjmuje chrzest nawrócenia z rąk człowieka. Dlaczego? Może dlatego, że Bóg tęskni za człowiekiem. Chce być jak najbliżej nas. Nie czeka, aż przyjdę do niego na audiencję, lecz szuka mnie w mętnym i mulistym Jordanie, żeby powiedzieć: „kocham cię taką, jaka jesteś, potrzebuję cię”. Bóg wychodzi człowiekowi na spotkanie. I to jest właśnie istota mojego powołania, powołania każdego ucznia Jezusa, powołania wszystkich ludzi Kościoła: wychodzić drugiemu człowiekowi na spotkanie. Szukać go. Stać się jego bratem, czyli słuchać go, rozumieć, być blisko. Przyjmować go z jego odmiennym światopoglądem, niewiarą, zbuntowaniem przeciw Kościołowi, zagubieniem. Bo sama bywam zagubiona, wątpię, próbuję chodzić własnymi ścieżkami bez Boga i muszę ciągle do Niego wracać. Katechizowanie młodzieży jest dla mnie nieustanną wędrówką przez Jordan. Odnajduję w tej mulistej rzece wszystkie moje słabości i uczę się dwóch ważnych rzeczy: zaufania Bogu i rozumienia innych.