Pod krzyżem, na którym Jezus jest bity i wyszydzany, siedzi zakonnik w białym habicie. Czarny płaszcz spływa na ziemię. Jego twarz jest łagodna, na kolanach trzyma Księgę, którą z uwagą czyta. Tak bł. Fra Angelico uwiecznił na fresku postać św. Dominika Guzmana, Założyciela Zakonu Kaznodziejów. Kim jest ten człowiek?

Znamy go z relacji świadków. Sam nie zostawił po sobie pism. Nie wiemy nawet, kiedy dokładnie się urodził – gdzieś około 1172 – 1173 roku. Wiemy natomiast, że po zdobyciu wykształcenia w Palencji został kanonikiem w Osmie. Swoim przykładem budował innych. Był dobrym kaznodzieją, miłosiernym wobec ubogich i potrzebujących. Gdy zetknął się z herezją albigensów nie mógł pozostać obojętnym. Za zgodą papieża zapoczątkował nową formę głoszenia prawd wiary, opartą na przykładzie ewangelicznego ubóstwa. O tym wszystkim można przeczytać w wielu życiorysach świętego Dominika. Czy jednak święty z przełomu XII i XIII wieku może nas jeszcze czymś zachwycić? Jaki obraz wyłania się ze świadectw pozostawionych przez pierwszych braci?

Widzimy świętego, którego paliła wręcz troska o zbawienie dusz. Dominik widział, ilu ludzi błądziło w wierze, żyło w grzechu. Wiedział też, że chrześcijanin jest odpowiedzialny przed Bogiem nie tylko za siebie, ale także za innych. Nie uważał siebie za lepszego od kogokolwiek. Sam wpierw stawał przed Panem i opłakiwał własne grzechy, a potem błagał o miłosierdzie dla innych. Niejako wydzierał diabłu dusze, krzycząc na modlitwie tak, że bracia słyszeli: Panie, co będzie z grzesznikami? To pytanie rozbrzmiewa wciąż w sercu Zakonu Kaznodziejskiego. Każe ono wyjść poza obręb swojego małego, bezpiecznego świata i głosić Nowinę o miłości Boga do każdego człowieka. Skąd w Dominiku tyle zatroskania o drugich? Bracia wskazują na jego postawę pełną współczucia i miłosierdzia. Poruszała go wszelka nędza, zarówno ta materialna (gdy jako student sprzedał książki, by pomóc chorym podczas zarazy), jak i duchowa. Błądzących pouczał z wielką stanowczością a zarazem łagodnością. Był najlepszym pocieszycielem braci i wszystkich, którzy byli w jakimś nieszczęściu lub borykali się z pokusami – mówi świadectwo z procesu kanonizacyjnego. Cechowało go to, co dziś nazywamy empatią. Kaznodziejstwo i wszelka posługa podejmowana przez braci i siostry, są odpowiedzią na potrzeby współczesnego człowieka.

Fundamentem, na którym budował swoje życie, była dla św. Dominika modlitwa. Loquendo cum Deo, vel de Deo  - Mówić z Bogiem, albo o Bogu – to hasło nakazał Dominik zapisać w pierwszych konstytucjach. Sam dawał braciom przykład wytrwałej modlitwy: w ciągu dnia, w drodze, w chórze zakonnym razem z braćmi, ale także w nocy. Miał zwyczaj bardzo często spędzać noc w kościele tak, że mało kiedy wyznaczano mu jakieś łóżko do spania. Modlił się więc w nocy przez cały czas, jaki tylko mógł wyrwać słabości swego ciała – pisze bł. Jordan z Saksonii. Dodaje także: w godzinach nocy nie było odeń gorliwszego w czuwaniu, modlitwie i błaganiu Boga na wszelkie sposoby. We wspomnieniach zachowało się 9 sposobów modlitwy świętego Dominika. Poprzez postawy ciała wyrażał to, co mówiło jego serce. Nie wstydził się łez na modlitwie. Płakał bardzo często i obficie, „łzy były mu chlebem we dnie i w nocy”. W dzień – głównie wtedy, gdy odprawiał Mszę Świętą, co czynił bardzo często, a nawet codziennie, w nocy zaś – podczas swoich niestrudzonych czuwań (bł. Jordan). Jeśli by jednak ktoś na tej podstawie wysnuł wniosek, że święty Dominik był człowiekiem smutnym, bardzo by się pomylił. Tym, co przyciągało i nadal przyciąga do niego ludzi, a przez niego do Chrystusa, była radość, która ujawniała się w całym jego sposobie bycia. Świadectwo czystego sumienia stale rozjaśniało wielką radością jego oblicze  i „nie dawało zniknąć pogodzie z jego twarzy”. Właśnie ze względu na tę radość bardzo łatwo zdobywał miłość ludzką i bez trudności od pierwszego wejrzenia wkradał się do wszystkich serc (…) Zawsze w słowach i czynach okazywał się człowiekiem Ewangelii, która przecież jest Dobrą Nowiną. Radość pochodząca ze zjednoczenia z Chrystusem również dziś ma moc zadziwiać i pociągać innych. Z radością łączyła się w świętym Dominiku także wielka prostota. Nigdy nie dało się zauważyć w jego słowach i czynach najmniejszego nawet śladu udawania czy nieszczerości – wspomina bł. Jordan.

Jest jeszcze jedna cecha, która zadziwia w naszym świętym Ojcu. Jest to jego wielka odwaga i stanowczość, z jaką wysyłał pierwszych braci, także nowicjuszy, aby zakładali nowe klasztory. Nowy Zakon i bracia, którzy jeszcze nie zdążyli jeszcze okrzepnąć w życiu zakonnym - ich to wysyłał św. Dominik po dwóch, by głosili Ewangelię. Wierzył, że towarzyszyć im będzie tzw. gratia praedicationis – łaska Słowa, którą Bóg daje Braciom Kaznodziejom. Gdy bracia wyrażali swoje wątpliwości, Dominik szybko je rozwiewał. Zachowywał tak wielką stanowczość w sprawach, których wykonanie osądził wobec Boga za słuszne, że nigdy – lub prawie nigdy - nie zgadzał się na zmianę decyzji podjętej po dojrzałym namyśle­­ – pisze bł. Jordan. Dzięki jego wierności natchnieniom Ducha Świętego Zakon Kaznodziejski bardzo szybko się rozrósł. Dziś także potrzeba ludzi zdecydowanych, którzy kierować się będą nie swoimi upodobaniami, ale pragnieniem pełnienia woli Bożej. Takim był św. Ojciec Dominik.