Paralaksa tła

Po cichu…

11 maja, 2020
#Piękny Bóg
9 maja, 2020
Urodzinowe prezenty dla Jana Pawła II
18 maja, 2020

Pan Bóg często mówi do człowieka w lekkim powiewie, po cichu. Tak właśnie było w moim przypadku.

Myśli o zakonie pojawiły się w gimnazjum, ale odrzuciłam je – miałam inne plany na przyszłość. Chciałam grać w piłkę nożną. To był mój cel, do którego dążyłam. Poszłam w związku z tym do liceum, w którym piłka nożna była, można powiedzieć osobnym przedmiotem. Byłam tam przez rok, ale ze względu na maturę wolałam się przenieść do domu i tam pójść do szkoły. W domu miałam więcej czasu na naukę. Pomimo tego, że wróciłam, cały czas marzyłam o karierze piłkarskiej. Do czasu …

Przyszła 3 klasa liceum i czas studniówki. Pamiętam, że prawie wszystkie moje koleżanki miały chłopaka i ja im tego strasznie zazdrościłam. Brakowało mi wsparcia drugiej osoby. Na szczęście przyszedł czas wyjazdu do Częstochowy, żeby pomodlić się o zdanie matury. Więc pomyślałam, że pomodlę się również o dobrego męża. Jechałam wtedy z dwoma moimi koleżankami. One usiadły razem więc miałam nadzieję, że w drodze do Częstochowy Bóg ześle na miejsce koło mnie jakiegoś fajnego kolegę. Niestety żaden się nie dosiadł. Stwierdziłam jednak, że jest jeszcze droga powrotna. Ale Pan Bóg miał już inne plany. Przyjechali z nami klerycy z seminarium w Gnieźnie. Opowiadali o swoim powołaniu i jeden z nich wtedy powiedział, że niektórzy z nas pójdą inną drogą niż pozostali. I wtedy przez głowę przebiegła mi myśl, że może ja też … Od tamtej chwili wszystkie moje myśli były skierowane na zakon. O niczym innym nie myślałam. Choć na początku nie chciałam tego, to jednak z każdym dniem Jezus pokazywał, że On będzie ze mną mimo wszystko. Kiedy te myśli nie ustępowały, trzeba było się zastanowić nad wyborem zgromadzenia.

Dominikanki nie były w ogóle brane pod uwagę, zresztą nawet nie wiedziałam, że taki zakon istnieje. Jednym z moich głównych kandydatów były Siostry Kapucynki Najświętszego Serca Jezusa. Już byłam gotowa wyjechać na rekolekcje, ale kiedy zobaczyłam plakat, "nie poczułam tego", nie chciałam tam jechać. Nie wiem w zasadzie czemu, ale wewnętrznie czułam, że ja tam nie pasuję. Pewnego dnia koleżanka wysłała mi filmik o. Adama Szustaka. Nie pamiętam o czym był, ale wiem, że w trakcie jego trwania przebiegła mi myśl, czy jest zakon żeński – dominikanki. Szybko zobaczyłam i rzeczywiście – okazało się, że jest. Stwierdziłam, że muszę tam jechać i zobaczyć. Pamiętam strasznie się bałam, bo nie dość, że musiałam przejechać pół Polski, żeby dojechać do Krakowa, to nie znałam tam nikogo. Ale kiedy już trafiłam na Kasztanową i zobaczyłam tak uśmiechnięte siostry, u których widać prawdziwą radość i szczęście, nie żałowałam przyjazdu.

Ja też czuję się tutaj dobrze. Nawet kiedy zdarzają się gorsze dni, każdego wieczoru dziękuję Bogu, że jestem tu, że On jest zawsze ze mną i pokazuje siebie w drugim człowieku. I co najważniejsze – co dzień odkrywam Jego wielką miłość, jaką obdarza każdego człowieka.

„Ufajcie tylko i kochajcie Boga, a nic wam się nie stanie. Błogosławcie Pana wszędzie i zawsze” – Sługa Boża Kolumba Białecka.

Aspirantka Basia