parallax background

Podjąć decyzję

16 listopada, 2018
Święty Albert Wielki
15 listopada, 2018
Misja Ngaoundere
17 listopada, 2018
Święty Albert Wielki
15 listopada, 2018
Misja Ngaoundere
17 listopada, 2018

Pamiętam kiedy przebudził się mój umysł. Między czwartą a piątą klasą zaczęłam rozumieć, o co chodzi w nauce, planować. Zdecydowałam, jak będzie wyglądała moja przyszłość. Pamiętam też kiedy obudziła się moja dusza, było to wtedy, gdy uciekłam z obozu harcerskiego. Uświadomiłam sobie wtedy, że jestem zdolna zrobić rzeczy najgorsze. Zobaczyłam, że jestem zapatrzona w siebie i moja wizja samej siebie nie pokrywa się z rzeczywistością.

Jakiś czas po tym wydarzeniu pojechaliśmy odebrać Teresę (moją starszą siostrę) z Mielżyna. Pojechała tam na miesiąc jako wolontariuszka. Zostaliśmy oprowadzeni po całym DPS, a na końcu poszliśmy zobaczyć kaplicę. Wszyscy wyszli, a ja zostałam sama. Pomyślałam sobie, że słyszałam coś w tym rodzaju – „jeśli chcesz to możesz żyć jak te siostry“. Spojrzałam ironicznie na tabernakulum i stwierdziłam: JASNE. Wyszłam szybko z kaplicy. „Żadnych takich myśli” – uspokajałam się, że na pewno będę mamą gromadki dzieci, skończę architekturę itp.

Na początku bez problemu ignorowałam myśl o zakonie, do momentu gdy miałam dziwny sen. Obudziłam się z przeświadczeniem, że będę w zakonie. Otworzyłam zaraz Pismo Święte na powołaniu uczniów i błogosławieństwach, dostałam też wtedy SMS o tym, że jest spotkanie powołaniowe (katecheza, a później jest „wołanie” i osoby, które myślą, że mają powołanie wstają i idą po błogosławieństwo). Walczyłam z wezwaniem do życia zakonnego, a jednocześnie częściej chodziłam na Eucharystię i nie mogłam też przejść obojętnie obok kościoła, w którym była adoracja. Za żadne skarby nie chciałam wstać na spotkaniu powołaniowym, powiedziałam Bogu: nie wstanę, bo Cię nie kocham, nie pójdę do zakonu tylko dlatego, że tego chcesz, zrobię to tylko z miłości. Wiem, że możesz coś zrobić, żebym zmieniła zdanie, bo możesz wszystko, a ja chcę być Ci posłuszna, ale nie jak niewolnik tylko jak syn. Nie wstałam i czułam się potem jakbym straciła pół serca.

Bóg się ukrył przede mną, miałam wtedy ciągle uczucie, że jestem odrzucona, jakbym popełniła jakiś straszny grzech. Strasznie tęskniłam za Bogiem, nikt i nic mi nie potrafiło Go zastąpić. Często też wtedy walczyłam o swoją wiarę, na Mszy czułam się jak na przedstawieniu, co sprawiało mi straszny ból; gdzie jest Bóg, który zawsze był ze mną? Rosłam, uczyłam się rezygnować ze swoich planów, odkrywałam, że Bóg nie chce mi niczego zabrać, pustka powoli znikła, a ja poznawałam Boga tak, że w klasie maturalnej już chciałam iść do zakonu, tylko nie wiedziałam do którego…

Poszłam do kościoła i powiedziałam: Boże, chcesz żebym była w zakonie, a nie znam żadnej siostry. Coś jest chyba nie tak? Poprosiłam Go też, żeby tata zaproponował mi jakieś rekolekcje albo coś w tym stylu. Tego samego dnia tata zapytał mnie, czy chcę jak Teresa pojechać do Mielżyna. Chciałam, więc zaraz po maturze pojechałam. Zakochałam się w tym miejscu, dziewczynkach, siostrach. I wtedy już nie tylko chciałam, ale marzyłam, żeby wreszcie być w zakonie. Poszłam jednak na studia i jak mogłam kombinowałam, by w chwilach wolnych (było ich mało) odwiedzać tam dziewczyny i pomodlić się z siostrami. W końcu nadszedł dzień wstąpienia, w święto Matki Boskiej Bolesnej, w rocznicę mojego bierzmowania. Zatem podczas gdy ja okazałam się niewierna, Bóg wiary dochował. Bo mnie kocha. Zresztą już wcześniej mi mówił, że nigdy mnie nie zostawi, cokolwiek zrobię. Jestem wdzięczna Panu Bogu, że żyję w Kościele i mogłam poznać dominikanki.

Aspirantka Małgosia