Paralaksa tła

Spotkanie z s. Julią Rodzińską

23 lutego, 2021
„Jestem bezcenna” – sesja dla kobiet
9 lutego, 2021
Złoty Krzyż Zasługi dla Siostry Sary
27 lutego, 2021

Dzień 20.02.2021 rozpoczął się w naszej Gdańskiej Wspólnocie jak każdy inny sobotni poranek – jak każdy inny, a jednak inny.

Dzień rozpoczęłyśmy modlitwami, potem uroczyste śniadanie - bo to przecież dzień naszej Błogosławionej s. Julii. Na 12.00 byłyśmy umówione na spotkanie z przewodnikiem w obozie Stutthof. Dzień był piękny, po dużych mrozach nareszcie trochę ciepła. Nawet nieśmiało zza chmur wyglądało słońce. Gdy dojechałyśmy do Sztutowa nagle pojawiła się mgła, tworząc tajemniczość scenerii.

Na miejscu przed obozem czekał na nas Przeor Dominikańskiej Wspólnoty w Gdańsku o. Michał Osek. Już razem kontynuowaliśmy zwiedzanie muzeum. Przewodnik bardzo obrazowo nakreślał historie więźniów, wydarzenia tamtych lat poruszały serce, jakże małym wydawał się fakt dzisiejszego mrozu gdy więźniowie musieli pracować i spać na mrozie -26 stopni, ubrani tylko w obozowe pasiaki.

Odwiedzamy barak poświęcony Siostrze Julii, składamy kwiaty, dziękując Bogu za Jej dar życia, za powołanie i za bycie świadkiem Chrystusa w szarej gehennie obozu.

I za Jej śmierć. Bardzo blisko obozu jest kościół, może będąc w obozie słyszała głos bijących dzwonów, może w tamtym kierunku patrzyła tęsknie, sama nie mogąc uczestniczyć w Eucharystii. Ta cisza mówi bardzo dużo, półmrok nastraja do refleksji Na usta cisną się błagalne słowa: NAUCZ NAS SIOSTRO JULIO MIŁOŚCI BOGA, NAUCZ NAS BEZINTERESOWNEJ SŁUŻBY DRUGIEMU CZŁOWIEKOWI- W KAŻDYM CZASIE…

Mijamy kolejne baraki, żywe ludzkie twarze patrzą na nas z fotografii. Ci ludzie nie wyglądają na ludzi z obozu, jeszcze nie, lecz wystarczy przejść trochę dalej by zobaczyć jak obóz wyniszcza, co się stało z tymi twarzami. Ból zmienia człowieka, wszyscy są tacy do siebie podobni: wynędzniali, oczy bez wyrazu - jednakowi. Idziemy przez poszczególne baraki . Na ścianie jednego z nich widnieje wiersz napisany przez więźniarkę:

Dumne, zacięte siedzimy za kratą
Serc naszych nie skruszy czas
Spokojnie będziemy pod świstem batów
Nic nie zwycięży już nas
Bo sprawa nasza jest wielka i święta
Jutrem zwycięstwa się skrzy
Choć los okrutny w kajdany nas pęta
Przyszłość narodu to my
My co w więzieniach gnijemy dnach szarych
Śmiać się będziemy przez łzy
Biało - czerwone wznieśmy sztandary
Utkane z męki i krwi

Czy to jest miejsce na dumę, na ideały ???- rodzi się pytanie ?- Ludzi wielkich stać na to, oni wierzą w każdym czasie i w każdych warunkach.

Idziemy do miejsca gdzie palono ciała - do krematorium. Tam zapalamy znicz, otaczając modlitwą tych co zginęli w obozie. Nie wszyscy jednak byli spaleni w krematorium, za dużo więźniów umierało, za długi był czas palenia. Tych co nie zostali spaleni wywożono w las nieopodal krematorium i tam palono na stosie. Do nich należała s. Julia.

Po zwiedzaniu obozu udajemy się na Mszę do pobliskiego kościoła, polecając Bogu nasze sprawy, Zgromadzenie i dziękując za życie i śmierć s. Julii. W czasie homilii o. Przeor powiedział nawiązując do s. Julii, żeby przejść przez pustynię z Panem, to znaczy, że trzeba samemu przejść przez pustynię życia. Taką drogę przeszła s. Julia, a dziś zaprasza nas do podjęcia „swojej Pustyni” i czeka na nas z Oblubieńcem.

Dobrze zrozumiała słowa z Dyrektorium naszej Matki Założycielki „Być ofiarą Boga i być nią przez swój stan, to znaczy nie należeć do siebie, nie rozporządzać sobą, zostawać jedynie w mocy Boga, nie zależeć, jak tylko od Niego, nie działać – jak tylko wedle Jego woli, przez kogokolwiek i w jakikolwiek sposób podoba Mu się ją wskazywać”.

Wracamy do Gdańska, towarzyszy nam zaduma, a przepiękne zachodzące słońce nakłania do refleksji i zda się mówić o ofiarach II wojny światowej i pięknie życia bł. Siostry Julii.

Siostry z Gdańska