Paralaksa tła

Świadectwo z rekolekcji u dominikanek

5 września, 2018
100 lat placówki w Broniszewicach
4 września, 2018
Spotkanie Papieskich Dzieł Misyjnych
6 września, 2018

Od dawna jeździłam na różne rekolekcje i w swoim życiu poznałam już wiele zgromadzeń. Jednak jakieś pół roku temu, zaczęłam dużo słuchać i żywo interesować się Zakonem Kaznodziejskim. Wtedy też przyszedł mi do głowy pomysł poszukania Sióstr Św. Dominika. Na stronie znalazłam numer, zadzwoniłam, od razu spakowałam rzeczy i przyjechałam do Krakowa. To było w lutym. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy ujrzałam siostrę Łucję, która wyszła mnie przywitać z tak wielkim uśmiechem na twarzy. Nie rozmawiałyśmy wtedy dużo, ale widziałam, że siostra bardzo cieszy się z mojego przyjazdu i wyciąga do mnie ręce, żeby mnie uściskać. Poczułam – jak chyba każda z dziewcząt – że jestem „chciana” i to najbardziej mnie urzekło w siostrach dominikankach – otwarte ręce na drugiego człowieka, niezależnie od tego, kim by on był.

Później było już tylko lepiej – poznałam dziewczyny, które były cudowne i żal mi było wyjeżdżać. Wtedy już wiedziałam, że muszę tam wrócić. Przyjechałam więc na weekend w kwietniu. Teraz jest sierpień, a ja wróciłam już z moich trzecich rekolekcji u sióstr i całą pewnością mogę stwierdzić, że to dopiero początek. Atmosfera jak zawsze była cudowna. Siostry dbały by niczego nam nie brakowało: zaczynając od pysznych obiadów na wsparciu duchowym kończąc. Były to po prostu nasze „anioły w białych habitach”. Promieniowały szczęściem i radością, bo ich życie, więzi, relacje i wszystko czym żyły oddały Bogu i to było widać na co dzień. Jakiż więc jest piękniejszy sposób osiągnięcia szczęścia na ziemi i życia w wieczności, niż oddanie się Mu w powołaniu zakonnym?

W dominikankach, bardzo urzekł mnie ich śpiew – tak delikatny i czysty, jakby to śpiewali sami aniołowie. Ponadto sposób życia, misja głoszenia Ewangelii w świecie i posługa bliźniemu otworzyły mi drogę do poznania, czym jest żywe apostolstwo we współczesnym świecie. Nigdy wcześniej też nie odmawiałam brewiarza, a po rekolekcjach mogę powiedzieć, że zakochałam się w tej modlitwie. Wyjątkowym miejscem dla mnie jest oczywiście kaplica. Pamiętam, że gdy weszłam tam po raz pierwszy trzęsły mi się nogi. Gdy zaczęłam się modlić poczułam Jego wzrok, przez który z jednej strony chciałam uciec, a z drugiej wiedziałam, że mogłabym tam trwać bez końca. Podczas rekolekcji – oprócz zacieśniania wzajemnych relacji – miałyśmy też okazję porozmawiać z siostrami aspirantkami i wspólnie spędzić z nimi czas. Bardzo dobre było to, że mogłyśmy poznać codzienne życie sióstr, ich prace i obowiązki.

Te rekolekcje były też dla mnie niezwykłe pod innym względem. Nadchodzi wrzesień, a więc rozpoczyna się też nowy rok aspiratu. Jak wielkie było moje zdziwienie, gdy dowiedziałam się o tych, które postanowiły oddać swe życie Bogu, zwłaszcza, że większość z dziewczyn znałam już wcześniej, a do niektórych zdążyłam się już bardzo przywiązać. Była to dla mnie – oprócz zaskoczenia – wielka radość, że tyle osób odpowiedziało Bogu „Tak”, na Jego zaproszenie.

Pomijając już wszystkie kwestie zewnętrzne rekolekcji, trzeba wspomnieć oczywiście o kwestii duchowej. Co tak naprawdę stamtąd wyniosłam? Każde z tego typu spotkań, zawsze jest dla mnie pewnym „zatrzymaniem się”, oderwaniem się od codziennych spraw i skupieniu myśli wyłącznie na Bogu. Jest to bardzo potrzebne, bo w hałasie otaczającego nas świata, często nie da się usłyszeć głosu Pana, lub jest on usilnie zagłuszany. Dzisiejszy świat coraz bardziej odrzuca wiarę w Boga ukazując, że współczesny człowiek jest samowystarczalny i to on jest panem swojego losu, religia natomiast tylko ogranicza jego wolność. Niestety wielu ludzi w to wierzy, dlatego tym bardziej cenię sobie, że mogę spędzić czas z tymi, dla których Bóg jest kimś naprawdę ważnym. To spotkanie z Nim pozwoliło mi zadać sobie zasadnicze pytanie: Dokąd ja tak naprawdę idę? Gdzie tak pędzę w pośpiechu, że na nic nie starcza mi czasu? Czy to, co robię, jest ważne i ma rzeczywisty sens? Zawsze wracam z takich rekolekcji poniekąd „odmieniona”, ponieważ Bóg mówi do mnie: „To Ja jestem wszystkim. Gdy skierujesz swoją uwagę na Moje Oblicze, zrozumiesz, że to ziemskie pielgrzymowanie ma sens, bo idzie wciąż ku jednemu celowi – by doprowadzić mnie do nieba.” Jest to bardzo pokrzepiająca myśl. Myśl, że nie jestem sama, że zawsze „Ktoś” jest nade mną. On nigdy mnie nie opuści, niezależnie od tego jak bardzo bym upadła. On zawsze będzie czekał na mnie z otwartymi ramionami, niczym siostry, gdy pierwszy raz przestąpiłam próg ich klasztoru. Chęć ponownego przyjazdu jest tak ogromna, właśnie dlatego. Chcę bowiem przebywać we wspólnocie Chrystusa, tam gdzie On jest i mieszka w każdym człowieku. Dlatego gdy już raz przyjechałam do sióstr dominikanek, nie mogłabym tak po prostu zapomnieć i wrócić do „zwykłego” życia. To nasze spotkanie już na zawsze pozostawi we mnie ślady, a jego owoce będą stale wzrastać. A mam ogromną nadzieję, że gdy kiedyś, po śmierci stanę przed Panem, usłyszę ten cudny śpiew sióstr, moich „aniołów w białych habitach”, które już tu na ziemi przybliżają mi niebo. Bądź błogosławiony Jezu za to, że możemy dostąpić ogromu Twych łask. Chwała Panu!

Joanna Futyma