VI Niedziela zwykła – rok C
9 lutego, 2019
VIII Niedziela zwykła – rok C
2 marca, 2019
Jezus powiedział do swoich uczniów:
Powiadam wam, którzy słuchacie: Miłujcie waszych nieprzyjaciół; dobrze czyńcie tym, którzy was nienawidzą; błogosławcie tym, którzy was przeklinają, i módlcie się za tych, którzy was oczerniają. Jeśli cię kto uderzy w policzek, nadstaw mu i drugi. Jeśli zabiera ci płaszcz, nie broń mu i szaty. Dawaj każdemu, kto cię prosi, a nie dopominaj się zwrotu od tego, który bierze twoje. Jak chcecie, żeby ludzie wam czynili, podobnie wy im czyńcie. Jeśli bowiem miłujecie tych tylko, którzy was miłują, jakaż za to należy się wam wdzięczność? Przecież i grzesznicy okazują miłość tym, którzy ich miłują. I jeśli dobrze czynicie tym tylko, którzy wam dobrze czynią, jaka za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy to samo czynią. Jeśli pożyczek udzielacie tym, od których spodziewacie się zwrotu, jakaż za to należy się wam wdzięczność? I grzesznicy pożyczają grzesznikom, żeby tyleż samo otrzymać. Wy natomiast miłujcie waszych nieprzyjaciół, czyńcie dobrze i pożyczajcie, niczego się za to nie spodziewając. A wasza nagroda będzie wielka i będziecie synami Najwyższego; ponieważ On jest dobry dla niewdzięcznych i złych. Bądźcie miłosierni, jak Ojciec wasz jest miłosierny. Nie sądźcie, a nie będziecie sądzeni; nie potępiajcie, a nie będziecie potępieni; odpuszczajcie, a będzie wam odpuszczone. Dawajcie, a będzie wam dane; miarę dobrą, ubitą, utrzęsioną i wypełnioną ponad brzegi wsypią w zanadrza wasze. Odmierzą wam bowiem taką miarą, jaką wy mierzycie.
(Łk 6, 27-38)

Stary Testament nakazuje prawo odwetu, ”oko za oko, ząb za ząb”. Dziś Jezus mówi nam o prawie miłości, prawie każdego człowieka do naszej miłości, nawet tego, który wyrządził nam wielką krzywdę, który nas nienawidzi, który nas przeklina… Każda prawdziwa miłość jest trudna. Jezus uczy nas dojrzałej relacji, pełnej realizmu, On wie, że nie zawsze jest kolorowo, jak byśmy chcieli. Miłość do nieprzyjaciół to fundament naszej wiary. W Modlitwie Pańskiej codziennie prosimy, by nasz dobry Ojciec odpuścił nam nasze winy tak samo, jak my odpuszczamy naszym winowajcom. Jak odmierzymy innym, tak nam zostanie odmierzone. Czy to nie jest trudna, ale najlepsza sprawiedliwość? Chrystus pokazuje do jakiej postawy mamy dążyć. Oczywiście nie da się zrobić tego w kilka chwil, trudno jest komuś wybaczyć, przejść ponad swój ból i cierpienie, ponad całą sytuację i powiedzieć: „Jest OK”. Wymaga to pewnego wysiłku, często trwającego nawet lata, jednak warto pamiętać, że Bóg nie daje nam czegoś, na co nie jesteśmy jeszcze gotowi. Nie stawia nas w sytuacjach, do których wcześniej nas nie przygotował. W innym miejscu Pisma Świętego Chrystus mówi, że jest krzewem winnym, a my – latoroślami, że bez Niego nic nie jesteśmy w stanie uczynić. To On może w nas dokonać takich rzeczy, jeśli tylko pozwolimy otworzyć nasze serca. Możemy postanowić, że nie będziemy o kimś źle mówić, że nie będziemy pokazywać swojej niechęci. To jest też dobre, ale wiemy jak trudno opanować poruszenia serca, wewnętrzną niechęć… a wiemy też, że tylko przebaczenie z serca daje ulgę. Możemy to zrobić, jeśli uda nam się zatopić swoje serce w Bogu. Kiedy upodobnimy się do naszego Pana, kiedy będziemy patrzyli na świat Jego oczami, nie trudnym będzie dla nas wypełnienie tych nakazów. Wtedy Miłość uzdolni nas do pożyczania bez oczekiwania na zwrot, do bycia dobrym człowiekiem dla każdego. Kard. Robert Sarah w jednej ze swoich książek mówi, że „modlitwa polega na słuchaniu, jak Bóg w ciszy mówi w nas.” I my powinniśmy pozwolić Mu mówić. „Powiadam wam, którzy słuchacie” – Jezus zwraca się do każdego człowieka, którego serce jest nastawione na słuchanie, bo właśnie ten jest Jego uczniem. Często żeby zasłuchać się w Jego głos, musimy najpierw wyjść ze swojego hałasu, swojego JA. Miarą miłości bliźniego, jest miłowanie siebie jako człowieka stworzonego przez Boga, pogodzenie ze sobą, dzięki czemu możemy uzyskać wewnętrzny pokój. Zanim jednak do tego dojdziemy trzeba zwiedzić swoje miejsca, które na co dzień staramy się zepchnąć z pola myślenia i czucia. To mogą być różne relacje, miejsca, bolesne wspomnienia, cierpienie, czy żal do kogoś. Tak samo w próbie odkrycia siebie jak i oczyszczenia relacji z drugim człowiekiem potrzeba uwolnienia od bagażu wspomnień. Warto pozbyć się balastu, trzeba wyrzucić fortepian do oceanu i pozwolić mu zatonąć. Zdaje się, że Jane Campion robiąc swój film dobrze o tym wiedziała. By osiągnąć pewne szczyty musimy się od niego uwolnić. Jak to jednak zrobić? „Psychika to uzi z bardzo czułym cynglem, na te kule bracie uwierz nie ma kamizelki…” Cytując tutaj słowa polskiego rapera nie chciałabym „przyczepić” autorowi swojego światopoglądu, wydaje się jednak, że utwór pokazuje, skąd warto wyruszyć, by odbyć podróż w głąb siebie, by móc patrzeć ze spokojem na fortepian powoli kryjący się pod burzliwymi falami oceanu. Nie znaczy też to, że próbuję wyrwać kawałek z kontekstu twórczości artysty i nadać mu rys religijny, albo odwrotnie, przyjąć go bezkrytycznie jako swój komentarz do Ewangelii. Nie. Odnosi się on tylko do naszych własnych miejsc, które nie pozwalają kochać bardziej, mocniej, dojrzalej…