Paralaksa tła

Wybrać drogę – s. Felicyta

7 stycznia, 2021
Tego się nie spodziewają!
29 grudnia, 2020
Przy stole ze św. Dominikiem
7 stycznia, 2021

Nie wyście Mnie wybrali, ale Ja was wybrałem (J 15,16)

Te słowa są z pewnością bliskie każdej osobie, którą Bóg zaprosił na drogę realizacji powołania zakonnego. Jak ja usłyszałam to wezwanie? W mieście, z którego pochodzę, nie ma żadnych zgromadzeń żeńskich, wiec nie miałam okazji przyjrzeć się życiu zakonnemu z bliska. Pamiętam, że od najmłodszych lat pojawienie się jakiejś siostry w naszym kościele budziło moje żywe zainteresowanie. Z biegiem lat rodziło się coraz więcej pytań: od czego zależy to wyjątkowe powołanie? Skąd człowiek ma wiedzieć, że Bóg go rzeczywiście wzywa? Jaki plan ma On przygotowany dla mnie?

Jak fale morza przypływają i odpływają, tak było u mnie z zaproszeniem Boga. Raz Jego głos był wyraźny, potem znów ginął w oceanie codzienności. Pamiętam chwile, kiedy podczas modlitwy wiernych czytanej w czasie Mszy św. nie chciałam odpowiadać na wezwania z prośbą o nowe powołania zakonne lub odpowiadałam bardzo cicho: „Wysłuchaj nas Panie”. Cały czas jednak prosiłam o spełnienie się woli Bożej. „Wszystko ma swój czas i jest wyznaczona godzina na wszystkie sprawy pod niebem” (Koh 3,1). Po skończeniu nauki w liceum wybiła godzina podjęcia decyzji o wyborze drogi życiowej. W sercu znałam już od dawna odpowiedź. Pojechałam na rekolekcje organizowane przez nasze siostry, a po nich przybyłam do Krakowa poprosić Matkę Generalna o przyjęcie do Zgromadzenia. Jestem wdzięczna Bogu za postawę mojej rodziny, która nie utrudniała mi realizacji mojego powołania. Gdy powiedziałam mojej najmłodszej siostrzyczce, że pragnę wstąpić do klasztoru, podskoczyła z radości i krzyknęła: „Hura, hura! Będziesz siostrą zakonną!”.

Odpowiedź na powołanie wiąże się z ryzykiem, ale jestem przekonana, że znacznie więcej przez nie zyskujemy, niż tracimy. Proszę Was, kochani Czytelnicy „Okruszyny” o modlitwę, abym wiernie kroczyła drogą wybraną mi przez Pana.

s. Felicyta Gubiec OP