XII Niedziela zwykła – rok C
18 czerwca, 2022
XIV Niedziela zwykła – rok C
3 lipca, 2022
„Gdy dopełniały się dni wzięcia Jezusa z tego świata, postanowił udać się do Jeruzalem, i wysłał przed sobą posłańców. Ci wybrali się w drogę i weszli do pewnego miasteczka samarytańskiego, by przygotować Mu pobyt. Nie przyjęto Go jednak, ponieważ zmierzał do Jeruzalem.
Widząc to, uczniowie Jakub i Jan rzekli: «Panie, czy chcesz, byśmy powiedzieli: Niech ogień spadnie z nieba i pochłonie ich?»
Lecz On, odwróciwszy się, zgromił ich. I udali się do innego miasteczka.
A gdy szli drogą, ktoś powiedział do Niego: «Pójdę za Tobą, dokądkolwiek się udasz».
Jezus mu odpowiedział: «Lisy mają nory i ptaki podniebne – gniazda, lecz Syn Człowieczy nie ma miejsca, gdzie by głowę mógł położyć».
Do innego rzekł: «Pójdź za Mną». Ten zaś odpowiedział: «Panie, pozwól mi najpierw pójść pogrzebać mojego ojca». Odparł mu: «Zostaw umarłym grzebanie ich umarłych, a ty idź i głoś królestwo Boże».
Jeszcze inny rzekł: «Panie, chcę pójść za Tobą, ale pozwól mi najpierw pożegnać się z moimi w domu». Jezus mu odpowiedział: «Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego».”
(Łk 9, 51-62)

Rozważając dzisiejszą perykopę, zatrzymajmy się na serii Jezusowych powołań. Słowem, które przykuwa naszą uwagę jest wyraz: „pójść”. Wyrażony jest w trzech sformułowaniach: Pójdę za Tobą; Pójdź za Mną; Chcę pójść za Tobą. Warto zauważyć, że tajemnica powołania dotyczy każdego człowieka. Zarówno do powołania kapłańskiego, do życia konsekrowanego, rodzinnego czy też do życia w samotności.

Pochylmy się nad pierwszą powołaną osobą, która, mimo iż chce pójść za Jezusem, nie jest zdolna odrzucić własnego świata, nadmiernego egoizmu, a przede wszystkim wygodnego gniazda. W dzisiejszych czasach istnieje grupa ludzi, która wije sobie takie własne gniazdka, które – według nich – dają im poczucie bezpieczeństwa oraz równowagę emocjonalną, co w konsekwencji może rodzić efekt połowicznego pójścia za Chrystusem. A nie jest to nic innego, jak realizowanie tylko zewnętrznych wymogów czy przestrzeganie i postępowanie według prawa. Z drugiej strony brakuje im zapału do działania i radykalizmu, który w swojej istocie pociągnąłby ich do całkowitego dawania siebie. Takie połowiczne powołanie prowadzi zwykle do hipokryzji, braku przejrzystości i życia w prawdzie. Może zdarzyć się tak, że potrzeba komfortu psychicznego i komfortu życia bierze górę, dlatego można zauważyć, że wielu młodych ludzi, nie jest w stanie realizować powołania w postawie służby i wyjścia poza ramy własnej wygody.

Drugi rodzaj powołania przez Jezusa ukazuje nam osobę, która nie potrafi poradzić sobie z zerwaniem więzi emocjonalnych z rodziną. Odpowiedź na to powołanie wymaga rezygnacji z domu ojca, czyli możemy to rozumieć jako potrzebę oczyszczenia ludzkich relacji. Dom ojca to nic innego jak ludzka mentalność, dziedzictwo i wszelkie obciążenia: społeczne, kulturowe czy też rodzinne, które często dają nam powód do głębszej refleksji. Możemy stwierdzić zatem, że Uczeń Chrystusa najpierw powinien pójść za wezwaniem Pana i wypełniać Jego Wolę, niż na pierwszym miejscu stawiać sobie to co dotyczy relacji z drugim człowiekiem, które oczywiście też są ważne.

Trzeci, który został powołany jako ostatni przez Pana, zaczyna oglądać się wstecz. Jest to znak przywiązania do tego, co jest za nami, do naszej osobistej historii, być może pewnej pozycji społecznej albo zwyczajnej potrzeby uznania. Z upływem czasu te wszystkie przywiązania stają się coraz silniejsze i utrudniają wiarygodne życie Ewangelią. Łatwiej oglądać się z sentymentem wstecz, niż podejmować nowy trud i wyzwania, jakie stają przed nami. Dlatego Jezus mówi: „Ktokolwiek przykłada rękę do pługa, a wstecz się ogląda, nie nadaje się do królestwa Bożego.” (Łk 9,62)

Aby iść za Jezusem, trzeba pojednać się z przeszłością, oddać ją Bogu i z nadzieją patrzeć w przyszłość.

Kiedy jako świecka osoba czytałam tą Ewangelię, nie przypuszczałam, że te wszystkie wyzwania związane z powołaniem i odpowiedzią na Boże wezwanie będą mnie tak bardzo dotyczyć. Dopiero wchodząc na drogę życia zakonnego odkryłam, jak wiele sytuacji będzie weryfikować czy na pewno jestem w stanie wszystko zostawić i pójść za Jezusem? Nie łatwo było zostawić rodzinę, przyjaciół i to wszystko co było moim wygodnym i bezpiecznym miejscem w życiu. Trzeba było wiele godzin na modlitwie żeby całkowicie zaufać i przekonać się, że dając Bogu siebie i to wszystko, co mam, otrzymam stokroć więcej i niczego mi nie zabraknie!

Nie bójmy się więc zaufać i odkryć, że tylko budując swoje życie na Chrystusie odnajdziemy prawdziwe szczęście !