XVII Niedziela zwykła – rok A
26 lipca, 2020
XIX Niedziela zwykła – rok A
9 sierpnia, 2020
Gdy Jezus usłyszał o śmierci Jana Chrzciciela, oddalił się stamtąd łodzią na pustkowie, osobno. Lecz tłumy zwiedziały się o tym i z miast poszły za Nim pieszo. Gdy wysiadł, ujrzał wielki tłum. Zlitował się nad nimi i uzdrowił ich chorych.
A gdy nastał wieczór, przystąpili do Niego uczniowie i rzekli: «Miejsce to jest pustkowiem i pora już późna. Każ więc rozejść się tłumom: niech idą do wsi i zakupią sobie żywności».
Lecz Jezus im odpowiedział: «Nie potrzebują odchodzić; wy dajcie im jeść!»
Odpowiedzieli Mu: «Nie mamy tu nic prócz pięciu chlebów i dwóch ryb».
On rzekł: «Przynieście Mi je tutaj».
Kazał tłumom usiąść na trawie, następnie wziąwszy pięć chlebów i dwie ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo i połamawszy chleby, dał je uczniom, uczniowie zaś tłumom. Jedli wszyscy do syta, a z tego, co pozostało, zebrano dwanaście pełnych koszy ułomków. Tych zaś, którzy jedli, było około pięciu tysięcy mężczyzn, nie licząc kobiet i dzieci.
(Mt 14, 13-21)

Dzisiejsza Ewangelia rozpoczyna się od wiadomości śmierci Jana Chrzciciela. Było to dla Jezusa trudne, zasmucił się i chciał być sam, jak wskazują na to słowa: „oddalił się łodzią na pustkowie, osobno”. Czy i my jako ludzie nie mamy tak, że po śmierci bliskiej osoby chcemy być sami, chcemy się wypłakać?

Jezus nie miał tej możliwości. Kiedy tylko ludzie dowiedzieli się, że Jezus jest sam, tłumnie przybyli na miejsce Jego odpłynięcia. Reakcja Jezusa może być dla niektórych zaskakująca. Dlaczego? Bo oprócz tego, że jest Bogiem, to też jest człowiekiem i mógł powiedzieć – Odejdźcie! Chcę zostać sam.

Popatrzmy na matkę i małe dziecko. Matka, która pomimo wielu obowiązków, zmartwień zawsze wyciąga do swojego dziecka ręce. Jest dla niego o każdej porze dnia i nocy. Dziecko nie baczy na to, czy jego mama jest zajęta, czy jej coś dolega, ono potrzebuję jej teraz i już! Tak samo Pan Jezus nie zważał na swój ból, tylko zajął się utrudzonymi ludźmi, którzy do Niego przyszli, szukali pomocy, uzdrowienia i pokrzepienia. Po pewnym czasie uczniowie Jezusa poprosili Go, aby odprawił ludzi do wsi, aby zakupili sobie jedzenie. Lecz Jezus polecił im wypełnić to zadanie i nakarmić cały tłum. Zmartwili się, bo mieli przy sobie tylko pięć chlebów i dwie ryby. Lecz Jezus nie zostawił ich z tym samych. Wziął chleby i ryby, spojrzał w niebo, odmówił błogosławieństwo, połamał chleby i przekazał je uczniom, a oni tłumom. Wszyscy, którzy tam byli, najedli się do syta. Czy ten obraz nie przypomina wam czegoś? EUCHARYSTIA - to rozmnożenie było zapowiedzią Eucharystii.

I teraz spójrz na to w ten sposób: przychodzisz do miejsca, gdzie jest Jezus, czyli Kościoła, za pośrednictwem Jego ucznia – Kapłana otrzymujesz za darmo Chleb – Jego Ciało, które cię uzdrawia, pokrzepia i daje siły na dalsze życie. Jesteś napełniony. Co zrobisz dalej, zatrzymasz tą radość dla siebie? Przecież każdy może przyjść i dostać to samo – odpowiesz. To prawda! Ale w takich momentach warto sobie zadać pytanie: Co Jezus by zrobił na moim miejscu? Jezus dawałby się innym dalej. W moim, w twoim przypadku może to być zwykły, ale jakże wymowny uśmiech, życzenie dobrego, błogosławionego dnia, zrobienie coś dla bliskiej czy przypadkowo spotkanej osoby, która potrzebuje pomocy.

Zastanów się więc, jak wygląda twój dzień, tydzień po Eucharystii. Czy potrafisz dzielić się Bogiem z innymi, czy może zatrzymujesz Go dla siebie? Co sprawia ci więcej radości?

A więc życzę Wam dobrej, błogosławionej niedzieli i całego tygodnia.

Bądźcie świadkami Chrystusa!